• Wpisów:35
  • Średnio co: 54 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 16:43
  • Licznik odwiedzin:21 822 / 1970 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kolejne tygodnie bardzo szybko mi zleciały. Codziennie spędzałam masę czasu z Danielem. Niezmiernie mi pomagały rozmowy z nim. Ciągle jednak nie mogłam wymazać sobie z głowy wspomnień związanych z Markiem. Tak bardzo bym chciała o nim nie myśleć, ale to było niemożliwe... Niestety...
Tamtego dnia Daniel przyszedł do mnie po południu i spytał czy nie miałabym ochoty wybrać się z nim do kina. Miałam już dość użalania się nad sobą w domu i wpatrywania się tępo w ścianę, dlatego zgodziłam się. Zbytnio nie obchodziło mnie, jaki to będzie film, ale wiedziałam, że Daniel się bardzo starał, więc żeby nie zrobić mu przykrości, spytałam:
-Na co idziemy?
-Wiesz, chciałem cię wyciągnąć na Madagaskar 3. Słyszałem, że bardzo fajny jest ten film i pomyślałem, że będziemy się fajnie bawić.
-Tak, z pewnością.
Byłam tego dnia w bardzo złym nastroju, ale żeby to zrozumieć musielibyśmy się cofnąć o jakieś cztery godziny w przeszłość...

Rankiem, jak zwykle nie chciało mi się wstać z łóżka. Leżałam bezmyślnie wpatrując się w okno, za którym mogłam ujrzeć wschód słońca. Normalnie ten widok by mnie zachwycił, ale nie teraz; w czasie, gdy przeżyłam tragedię mojego życia...
Ciągle nie byłam w stanie uwierzyć, co mnie spotkało w ciągu jednego miesiąca. Najpierw Go poznałam, za wszelką cenę chciałam się z Nim skontaktować. Udało mi się to. Przeżyliśmy niezapomniane chwile, których zapewne nigdy nie wymarzę z mych wspomnień. Pojechaliśmy razem na wakacje, a potem zdradził mnie z... Nią...
Koszmar.
Rozmyślając nad tym wszystkim usłyszałam odgłos kamyczków rzucanych w moje okno. Kto to mógł być? Niechętnie wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Spojrzałam w dół i zamarłam.
-Martyna, proszę cię. Wysłuchaj mnie. Przecież wiesz, że ja nie...
-Zamknij się! Nie chcę cię znać! Idź sobie! I nie wracaj! NIGDY!- nawrzeszczałam na Niego.
Jaką ON miał czelność po tym wszystkim wystawać pod moim oknem?!
-Proszę cię. Daj mi to wytłumaczyć... Proszę cię. Ja cię kocham. Nikogo innego. TYLKO CIEBIE!
Wyglądał tak, jakby miał się zaraz rozpłakać.
-Nie. Chcę. Cię. Znać. Zniknij z mojego życia!
Zatrzasnęłam okno i rzuciłam się na łóżko ze łzami w oczach.
-Martyna!- słyszałam jego wołanie.
Jego głos spowodował kolejną falę płaczu. Wstałam z kanapy i włączyłam muzykę na fulla. Liczyło się tylko to, żeby go nie słyszeć. Już nigdy więcej...

-Tak. Na pewno będziemy się dobrze bawić- powiedziałam, postanawiając już dzisiaj o Nim nie myśleć...
___________________________
Dawno nie pisałam Przepraszam za to i postaram się poprawić

I Love this song! (Szczególnie pod sam koniec jest fajny, spokojny momencik z takim echem) <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
--------------------
Sorki, że długo nie pisałam Nie miałam zbytnio czasu... Postaram się nadrobić tą powieść
--------------------
-Co ty tutaj robisz?!- krzyknęłam.
Skąd on się tu w ogóle wziął? Przyjechał z Łeby aż tutaj?! Tylko po co?
-Ten... Eee... No, Kasia mi powiedziała, że pokłóciłaś się z... No wiesz kim i pomyślałem... że może chciałabyś mieć kogoś teraz przy sobie... w sensie przyjaciela. Wiesz, bardzo mi smutno z tego powodu, że...
Nie mogłam tego dalej słuchać. Nie chciałam, żeby się nade mną ktoś rozczulał.
Z drugiej jednak strony poczułam się szczęśliwa, że Daniel tak się mną przejął. Przyjechał tutaj taki kawał drogi. Tego właśnie teraz potrzebowałam.
-I przyjechałeś tutaj tylko po to? Żebym nie czuła się samotna?
-No, tak. Kasia mówiła, że jesteś zrozpaczona, a ja nie chciałbym, żebyś się zamartwiała. Twoja koleżanka, Marysia, powiedziała mi, że wyjechałaś pierwszym pociągiem, który się nawinął. Dzwoniłem, ale nie odbierałaś...
-Przepraszam. Wyłączyłam telefon, bo... bo on ciągle do mnie wydzwaniał...
I nagle poczułam gorącą łzę, która spłynęła mi po policzku, a po chwili wleciała za kołnierz bluzki.
Daniel zbliżył się trochę do mnie i wyciągnął rękę. Otarł mi łzę z policzka i przytulił
-Nie płacz- powiedział- Wiem, że go kochasz, ale to on zawinił, nie ty. To on stracił coś wielkiego. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Zostaję tutaj. Wynająłem sobie niedaleko pokój w hotelu. Jak tylko będziesz chciała pogadać jestem do twojej dyspozycji. Nie zawiodę cię.
-Dziękuję.
Nic innego nie byłam w stanie powiedzieć. Chciałam mu pokazać jak bardzo mu jestem wdzięczna, ale nic innego nie chciało mi przejeść przez gardło.
Gdy już się uspokoiłam wyswobodziłam się lekko z jego uścisku.
-Dziękuję ci bardzo.
-Nie ma sprawy.

I jak tak sobie teraz pomyślę, to tak na dobrą sprawę wiele zawdzięczam Danielowi. To ON pomógł mi się podnieść po rozstaniu z Markiem. To ON mnie pocieszał, rozśmieszał i rozmawiał. To przy NIM się czułam świetnie. I to w końcu ON był przy mnie w najtrudniejszym okresie w życiu...

*CDN*
_________________________________
Jeszcze raz sorki, że długo nie pisałam. Mam nadzieję, że ten wpis chociaż troszkę się Wam podoba, bo mi tak na wpół

Wspaniała piosenka!:
 

 
Jeśli miałabym opisać następny tydzień dwoma słowami, brzmiałby to: Czarna Rozpacz.
Zaraz po kłótni z Markiem spakowałam się i wsiadłam w pierwszy pociąg, który zawiózłby mnie do domu. Marek dzwonił do mnie co chwila, aż w końcu wyłączyłam komórkę. Po tym co mi zrobił, nie byłam w stanie nawet na niego spojrzeć. Przynajmniej ta głupia Maryśka nie robiła z siebie idiotki i nie próbowała mnie przepraszać. Cały świat się na mnie zawalił. Próbowałam nie myśleć o Nim. Ale było to bardzo trudne. Nie mogłam z dnia na dzień zapomnieć o tych wszystkich chwilach spędzonych przy Nim. Te wszystkie spacery, pocałunki. Na samą myśl o nich chciało mi się płakać. Jak on mi mógł to zrobić?! Kochałam Go, ufałam Mu! I wszystko to zepsuł w jednej chwili! Czemu On mi to zrobił? Źle Mu było ze mną? Zrobiłam co nie tak?

Po siedmiu godzinach jazdy dotarłam na dworzec w moim mieście. Wsiadłam w autobus i dojechałam do domu. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do środka. Tata siedział przed telewizorem. Rzuciłam walizkę zaraz przy drzwiach i nic nie mówiąc wdrapałam się na piętro. Dobiegłam do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko, płacząc. Nie mogłam już tego dłużej wytrzymać.
PO chwili usłyszałam, jak ojciec dobija się do drzwi i pyta co się stało. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Leżałam tylko i płakałam... Przez całą noc...

Rano postanowiłam chociaż trochę powrócić do dnia codziennego. Chciałam iść do sklepu po bułki, wędlinę i masło. Tata chciał wiedzieć, czemu tak wcześnie wróciłam z wakacji i co się stało, ale nie chciałam o tym z nim gadać. Jeszcze nie teraz. Ubrałam się więc, uczesałam i byłam gotowa do wyjścia. Otworzyłam drzwi i próbowałam wybiec na ulicę. 'Próbowałam', ponieważ na kogoś wpadłam z impetem i razem przewróciliśmy się na ziemię.
Chciałam już przepraszać za moją niezdarność, ale wtem usłyszałam jego głos.
-Martyna?
__________________________
Któż to może być?
 

 
Biegłam ulicą, nie zważając na to, że zaczynało mi brakować tchu. W gardle czułam krew. Zawsze mi się tak robiło, po większym przemęczeniu.
Nawet nie zauważyłam, kiedy dołączyła do mnie Kasia. Po pięciu minutach szybkiego marszu dotarłyśmy do parku. Aż się w głowie nie mieściło, ile z tym miejscem miałam wspomnień. I to nie koniecznie miłych. Park był dość obszerny, dlatego szłyśmy cierpliwie w jego głąb szukając ich. Ciągle myślałam, że to może jakaś pomyłka, może zaszło nieporozumienie. Jednak w głębi duszy wiedziałam, że to nie może być pomyłka.
I w końcu mnie zmroziło. Zatrzymałam się w jednej chwili. Zobaczyłam ich... Stali i... całowali się. Nie byłam w stanie nic zrobić, ale wiedziałam, że trzeba się w końcu ruszyć. Zaczęłam iść wprost przed siebie kipiąc ze złości. Do oczu napłynęły mi łzy. Byłam na niego tak cholernie zła... Byłam coraz bliżej, a oni ciągle się do siebie migdalili. byłam pięć metrów od nich i nagle coś się wydarzyło. Marek chyba ujrzał mnie kątem oka, ponieważ momentalnie się oderwał od Marysi. Stanęłam przed nim i z całej siły uderzyłam go w twarz.
-Jak mogłeś? Jak mogłeś mi to zrobić?!- krzyczałam nie dbając, że ludzie wokół wszystko słyszą- Mówiłeś, że mnie kochasz, że jestem najważniejsza! A teraz co?! Zdradzasz mnie?
-Wytłumaczę ci to wszystko.
-Nie ma co do tłumaczenia. Wszystko doskonale rozumiem!
-Martyna...- zaczęła tym razem Marysia.
-Ty, idiotko, to się lepiej ode mnie odwal! Nie mogę na ciebie patrzeć! Wiedziałaś, co czułam do Marka, wiedziałaś. I co?! Postanowiłaś go sobie odzyskać?! Jesteś wredną małpą! A ty- skierowałam się do Marka- Jesteś beznadziejny! Nienawidzę cię!
Nienawidzę...
Złapał mnie mocno za nadgarstki. Próbowałam się wyrwać, ale to nic nie dało.
-Puszczaj!
-Martyna... to była pomyłka. Nigdy więcej się to nie zdarzy. Przysięgam. Daj mi szansę, proszę cię... Ja cię naprawdę kocham...
-Nie wierzę ci. Od początku mnie okłamywałeś. Od początku! A ja ci ufałam. Głupia byłam, ale teraz będę mądra. To koniec. Puszczaj!
Patrzył na mnie tępo...
-Puść!
Oczy mu się zaszkliły, ale w końcu puścił.
Odeszłam. Nie chciałam ich już nigdy widzieć na oczy... Po chwili podeszła do mnie Kasia.
-Słusznie zrobiłaś- przytuliła mnie mocno.
I nagle się rozpłakałam. To koniec. Naprawdę koniec.
______________________________
Smutne trochę, ale ja się Martynie nie dziwię

Nowa piosenka, która podbiła moje serce...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Siedziałam w swoim pokoju. Po pierwsze musiałam to wszystko przemyśleć, a po drugie Marek dostał jakiegoś sms-a i musiał gdzieś pójść. Nawet nie chciał mi powiedzieć o co chodzi. Dziwnie się ostatnio zachowywał, pomyślałam. O co w tym wszystkim chodzi. Odniosłam wrażenie, że wszyscy coś przede mną ukrywają. Nie podobało mi się to bynajmniej.
Jaką Marek dostał wiadomość, że mnie zostawił i pobiegł gdzieś, nie mówiąc mi, co planuje?
I jeszcze Kasia. Dzwoniłam do niej dziesiątki razy i nie odpowiadała. Na wiadomości także nie odpisywała. Musiałam z nią pogadać. Może chociaż ona mi powie prawdę... Nie pozostawało mi nic innego, jak odwiedzić ją osobiście. Znałam już jej adres, więc nic mnie nie powstrzymywało.
Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Stałam przed jej drzwiami i naciskałam dzwonek. Po drugim dzwonku ktoś otworzył w końcu drzwi. Była to jej mama.
-Witam. Czy zastałam może Kasię?
-Tak, oczywiście. Jest na górze.
Przepuściła mnie, a ja pobiegłam po schodach do jej pokoju. Nie trudno było zgadnąć, które to drzwi (były niebieskie, ulubiony kolor Kasi).
Otworzyła jej drzwi nawet nie pukając. Leżała na łóżku. Gdy tylko mnie zobaczyła, poderwała się.
Nie była chyba zadowolona z tych odwiedzin.
-Proszę cię- zaczęłam- Powiedz mi, co się dzieje. Skąd znasz Marka.
-N-nie mogę ci powiedzieć. Obiecałam...- odparła zmieszana.
-Komu? Komu obiecałaś?! To ważne! Powiedz mi wreszcie! Wszyscy coś przede mną ukrywają. Chociaż TY bądź inna?! Skąd znasz Marka?! I do cholery komu obiecałaś, że nic nie powiesz?!
-Marysi...
-Co?! Co ONA ma z tym wspólnego?!
-Jak przestaniesz się wydzierać, to ci powiem...
-Okej... Jestem spokojna...
-No bo... Ty nic nie wiesz...
-Czego nie...?
-Nie przerywaj. Powiem ci wszystko, tylko się zamknij.
Zamilkłam. W końcu chciałam poznać prawdę.
-Marysia i Marek ci nic nie powiedzieli. Oni... Oni byli parą... Kiedyś... Parę miesięcy temu...
Nie mogło to do mnie dotrzeć... Nic nie rozumiałam.
-Jak to: PARĄ?
-No normalnie spotykali się przez pół roku. Później się z nią pokłócił... Naprawdę ostro się pokłócili... I on... ją uderzył...
Dotarło to do mnie z opóźnieniem. Pamiętałam doskonale, jak Marysia chodziła z podbitym okiem. Nie chciała mi powiedzieć, skąd to ma. Teraz już wiedziałam.
-Zerwała z nim i płakała okropnie. tak bardzo go kochała... Wysyłała mi mailem jego zdjęcia. Marek mnie nigdy nie widział, ale ja go poznałam od razu. I teraz kiedy Marysia go znowu spotkała, jej uczucia odżyły... Mówiła mi, że się chce z nim dzisiaj spotkać... W parku...
jak ona mnie mogła tak wystawić?! Przecież wiedziała, co do niego czuję... Wiedziała!
A Marek? Nie lepszy... Nie chciał, żebym się kłóciła z Maryśką, żeby mógł ją spotykać! Ale świnia!
-Dziwiłam się- podjęła opowieść Kasia- że po tym, jak on ją uderzył chce się z nim spotkać, ale ona mówiła, że on się zmienił i... chce go odzyskać...
Tego już nie wytrzymałam... Wybiegłam z pokoju i pragnęłam ich tylko znaleźć i nakryć na zdradzie... Słyszałam jeszcze pojedyncze krzyki Kasi, ale nie rozróżniałam już co do mnie mówi...
___________________________
Ale się porobiło!!!
Jestem ciekawa co z tego wyniknie...

Lubie ta piosenkę, *A WY?*
 

 
Witajcie! Piszę, żeby Was poinformować, że założyłam nowy blog z opowiadaniami- nowymi ;D
Znajdują się one na stronce:
chadeka.pinger.pl
Oczywiście tutaj dokończę zaczętą powieść
A więc zapraszam na mój nowy blog. Może Wam się spodobają tamte opowiadania

Jutro do szkoły :< Idę do gimnazjum i się troszkę boję jak to będzie, a fakt, że idzie tam taka głupia dziewczyna, której nikt ni lubi już mnie przeraża...
 

 
-Cholera jasna! No wiedziałam, po prostu wiedziałam! PO tym bagnie się chodzić nie da!- krzyknęła Kasia.
-Co się stało?- spytałam i zatrzymałam się parę ładnych metrów przed nią.
-No jak to co?! Jeszcze się pytasz?! Złamałam obcas! I co ja teraz zrobię?! Te buty kosztowały pięć stówek!- zawołała prawie na jednym wdechu.
-Och! Ale ty masz zmartwienia- zawołałam śmiejąc się- Kto ci kazał takie szpilki zakładać?
-W kwestii mody, to ty mnie, kochana, nie pouczaj.
-Okej, okej. W takim razie nie marudź i chodź.
Coś tam jeszcze jęczała pod nosem ale już tego nie słyszałam.
Cała Kasia, pomyślałam. Moda na pierwszym miejscu.
W końcu dotarliśmy na zaplecze. Było jednak tak ciemno, że nie nic nie było widać. Dopiero po chwili mój wzrok przyzwyczaił się do braku światła i mogłam rozróżnić zarysy wielkich snopów siana leżących jeden na drugim. Gdy Artur zapalił światło od razu było lepiej. Mogłam dostrzec narzędzi porozwalane na ziemi. Brat Marka wytłumaczył mi, że oprócz schroniska mieści się tu także gospodarstwo. Nic dziwnego, że po chwili przeszliśmy do obory. I to dopiero tam ujrzałam mężczyznę, które przerzucał siano widłami.
-Marek!
-Martyna!- zawołał uszczęśliwiony.
Podbiegłam i uścisnęłam go serdecznie. O której wychodzisz?
-Jak skończę. Za parę godzin.
-Aha... Poznaj proszę Kasię- wskazałam na moją przyjaciółkę, która dopiero co utykając weszła do pomieszczenia- a to jest Marek- powiedziałam do Kasi.
-Kurde, niezłe macie tu bagno. Chodzić się nie...- i w tym momencie podniosła głowę i spojrzała na Marka.
Zaniemówiła w pół zdania.
-Ty?!-wykrzyknęła.
-Znacie się?- spojrzałam zmieszana na zdziwioną minę Marka.
-Tak, nie, to znaczy... Przepraszam, muszę już iść.
Po tych słowach wybiegła. Posłałam jeszcze jedno pytające spojrzenie Markowi.
-Ja jej nie znam. Musiało jej się coś pomylić. Nigdy jej na oczy nie widziałem.
-Tak?- spytałam niepewna.
Coś mi się tu nie podobało. Czemu te dziewczyny reagują w taki sposób na Marka? Najpierw Marysia, później Kasia... Ech... co tym dziewczynom odbiło?!
-Przecież wiesz, że nigdy bym cię nie okłamał...
PO tych słowach mnie mocno przytulił, jednak ja wiedziałam, że zrobił to tylko po to, żebym nie widziała jego miny.
-Może chcecie już iść?- spytał Artur, który przyglądał się całemu zajściu z boku.
-Dobra. Przebiorę się i pójdziemy.
Po pięciu minutach przyszedł z powrotem gotowy do drogi. Cieszyłam się, że wyszedł wcześnie i możemy już iść, ale ziarenko niepewności potajemnie zasiało się z moim sercu bezpowrotnie...
____________________________
Króciutki wpis, ale mam nadzieję, że następny będzie dłuższy
Najpierw Marysia, później Kasia... Coś tu jest nie tak...

Także fajna pioseneczka
 

 
Następnego dnia Marek musiał iść znowu do schroniska, żeby zająć się psami i kotami. Zaoferowałam się, że chętnie mu pomogę, ale on urwał temat mówiąc, że to ciężka robota, a on nie chce, żebym się przemęczała. Tak szczerze to zadowolona byłam, że tak się o mnie troszczy.
Wobec tego postanowiłam spotkać się z Kasią. Chciałam nawet wziąć ze sobą Marysię, ale ona także nie miała czasu...
-Bardzo bym chciała, ale muszę dzisiaj zrobić coś ważnego. Powiedz Kasi, że jutro do niej zadzwonię i obgadamy nasz termin spotkania- powiedziała mi.
Zdziwiło mnie co też tak ważnego miała do roboty, ale postanowiłam już o to nie pytać. W końcu to już nie była moja sprawa. Niech sobie ona robi co chce, w końcu to jej życie, a nie moje, pomyślałam.
Kasia powiedziała mi, że zna odjazdową knajpkę, więc tam też się udałyśmy. Miałyśmy jeszcze wiele do obgadania i chciałyśmy w całości wykorzystać nadchodzące trzy tygodnie Kasia przyszła po mnie za kwadrans dwunasta. Byłam już w zupełności gotowa. Poszłyśmy alejką przez park, której jeszcze nigdy w życiu nie widziałam. Żałowałam tego, ponieważ było tutaj naprawdę pięknie. Wszędzie rosły brzozy i klony, a przy głównej ścieżce stało mnóstwo ławeczek. Szłyśmy dalej mijając wielu ludzi wyprowadzających swoje psy, a ja napawałam się pięknem parku. W końcu doszłyśmy do okazałego pomnika. Przedstawiał on jakiegoś wojownika. Nie zwróciłam na niego jednak szczególnej uwagi.
-Gdzie jesteśmy?- spytałam zafascynowana.
-Nie pamiętasz?- spytała. - To tutaj stuknęłaś Daniela. Zaraz za tym pomnikiem.
Po tych słowach zaśmiała się.
-Ach, oczywiście- przyznałam skrępowana. - A tak w ogóle- niby to od niechcenia zmieniła temat- Podoba ci się Daniel?
-O nie! Wiem co kombinujesz! Mam chłopaka i koniec. Jestem z nim szczęśliwa- odparowałam troszkę zła.
-Nie o to mi chodzi. Chciałam się dowiedzieć, czy go lubisz. Bo on cię polubił- mrugnęła do mnie znacząco.
-Imponuje mi tym, że nie wstydzi się mówić o własnych uczuciach. Ale nie znam go tak dokładnie, żeby oceniać, czy go lubię...
-To może...- przerwała mi- Najwyższy czas się poznać lepiej?
-Mam chłopaka- powtórzyłam dobitnie.
-A ty tylko o jednym w kółko Macieju- jęknęła- Wiesz dlaczego mi na tym aż tak bardzo zależy?
I nie czekając na moją odpowiedź zaczęła opowiadać niezwykle wzruszającą opowieść z życia Daniela...
-Daniel od małego był sam. Jako dzieciak nie był zbyt lubiany. W piaskownicy bawił się zawsze sam. Dzieciaki wytykały go palcami i był skazany na samotność. Do tego wszystkiego, gdy miał pięć lat zmarła mu matka. Jak już łatwo się domyślić ojciec nie był w stanie zająć się porządnie swoim synem. Wkrótce popadł w alkoholizm i ciągle pił. Całe pieniądze przepuszczał na wódę. Sąsiedzi zaalarmowali niedługo potem odpowiednie instytucje, że w domu Daniela panują ciągle awantury i że dziesięcioletni już wówczas dzieciak jest źle wychowywany i chodzi w łachmanach nieumyty. Starego pozbawili praw do opiekowania się synem, a Daniel trafił do sierocińca. Po paru latach znaleźli się jednak ludzie, którzy go pokochali i byli mu w stanie zapewnić dom. I to właśnie z nimi teraz mieszka.
Przez pierwszą chwilę nie byłam w stanie nic powiedzieć. Zamurowało mnie. Nie spodziewałam się nigdy, że ktoś z mojego otoczenia mógł przeżyć takie piekło. A szczególnie nie sądziłabym, że to Daniel. Przecież to taki radosny chłopak. Po chwili poczułam ciepłe łzy spływające mi po policzku. Co on musiał przeżyć?!
-Wiesz już teraz dlaczego mi na tym, aż tak bardzo zależy?- spytała mnie- Daniel zawsze był sam i bardzo by się ucieszył, gdybyś poświęciła mu trochę więcej uwagi. On cię potrzebuje... W Końcu to tylko trzy tygodnie. Później wyjedziesz...
-Tak. Postaram się z nim zaprzyjaźnić. Wiesz... odechciało mi się jeść...
-To gdzie chcesz iść?
-Chcesz poznać Marka? jest teraz w schronisku. Chyba jest gdzieś tu blisko, z tego co mi mówił.
-Jasne! Chodźmy.
Poszłyśmy wprost do schroniska. Nigdzie jednak nie zauważyliśmy Marka. Spytałam się więc jakiegoś miłego pana (który był jakieś pięć lat starszy ode mnie), czy go czasem nie widział.
-A kto pyta?- burknął niemiło do mnie pod nosem.
Niezbyt mi się to spodobało.
-Jego dziewczyna, Martyna.
-Ach!- od razu zmieniło się jego nastawienie.
-Przepraszam cię niezmiernie. Dzisiaj jest wystarczająco dużo roboty. Marek mi opowiadał jaka jesteś piękna- uśmiechnął się do mnie- Och! jaki ja niezdarny. Nie przedstawiłem się nawet.
Odłożył na ziemię pudełko, które akurat trzymał w dłoniach i przytulił mnie serdecznie uważając, żeby mnie nie pobrudzić brudnymi rękawicami.
Nie dość, że nadal miałam rumieńce od niedawno usłyszanego komplementu, to jeszcze niezmiernie się zdziwiłam zachowaniem tego mężczyzny. Wysoki na metr osiemdziesiąt co najmniej z piwnymi oczyma i blond czupryną.
-Jestem bratem Marka. Artur.- odpowiedział widząc moje pytające spojrzenie.
-O! Miło mi poznać- uśmiechnęłam się.
-Twój chłopak jest na zapleczu. Zaprowadzę was.
Ruszył przodem, ale zaraz po chwili usłyszałam krzyk Kasi:
-Zaczekajcie na mnie, do cholery! Co wy myślicie, że po takim terenie da się spacerować na takich obcasach?!
Zaśmiałam się i posłałam znaczące spojrzenie Arturowi. Gdy mu się dokładniej przyjrzałam musiałam przyznać, że był zabójczo przystojny. Oczywiście nie tak jak Marek...
______________________________
Dobra. Koniec. Stop! ZA długi już się ten wpis robi
Kurczę, przez niezłe piekło przeszedł Daniel
Jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale coś mi się z internetem działo :<

Ostatnio usłyszałam wspaniałą piosenkę Nickelback'u. Mało znana, ale wspaniała
 

 
-------------------------
Jeśli chodzi o kolejny blog z opowiadaniami, który mogę Wam polecić to z całą pewnością będzie to blog:
http://nellka3598.pinger.pl/ =)
Opowiadania tej dziewczyny są niesamowite Polecam!
--------------------------
Ona... mnie... pocałowała. Ona mnie pocałowała! Tylko te słowa krążyły mi teraz po głowie. Co prawda był to pocałunek w policzek, ale też się liczy, prawda? To znaczy, że mnie chociaż trochę polubiła! Inaczej by tego nie zrobiła!
Teraz wiedziałem na sto procent, że dam radę ją zdobyć. Zależało mi na tym z każdym dniem coraz bardziej. To było jak wyczekiwanie na wakacje- z każdym dniem coraz bardziej chcesz, aby ten czas nadszedł...
Moje rozmyślania przerwał jakiś głos wdzierający się do mojego umysłu.
-Hallo..? Daniel! Co się dzieje?
Dopiero po chwili wróciłem na ziemię i zdałem sobie sprawę z tego co wypowiedziała.
-E... nic...
-No przecież widzę. Mów śmiało, co się dzieje. Przecież wiesz, że ci pomogę, jakby coś... Dziwny jakiś dzisiaj jesteś. Na początku nic się nie odzywasz, a teraz promieniejesz radością. Mam tylko podejrzenia, że chodzi o Martynę. Czyż nie...?
-Może. A zresztą... to nie twoja sprawa! Wszystko jej wypaplasz!
-Nieprawda! Podoba ci się, prawda?
-Tak.
-No to opowiadaj! Obiecuję, że nikomu nic nie pisnę.
-Ani słówka?
-Ani słówka.
Coś sprawiło, że jej uwierzyłem. Po dziesięciu minutach znała już całą historię. Zrobiło mi się trochę lżej na duszy.
-Podsumujmy- powiedziała- Poznałeś moją przyjaciółkę na koncercie i zakochałeś się w niej od pierwszego wejrzenia. Śledziłeś ją zza kontenera na śmieci- tutaj nie mogła powstrzymać śmiechu- Potem wpadła na ciebie w parku i złamała ci rękę. Zaprowadziła cię do szpitala i tam założyli ci gips. I ty zaprosiłeś ją na randkę. Więc powiedz mi jedno. Po jaką cholerę przyszłam tu z tobą? Miałeś pole do działania, a teraz okazało się, że się znamy z Martyną od dawna i paplałyśmy cały czas jak najęte, a ty się schowałeś w cień. Na tym ci zależało?
-Nie. Zależało mi na tym, żeby ona się nie czuła skrępowana w moim towarzystwie.
-I to ci się udało. Tyle, że musisz zacząć działać! Człowieku, ona wyjeżdża za trzy tygodnie!
-Wiem... I to mnie właśnie przerasta. Ona ma faceta! On jest o niebo lepszy niż ja! Wiesz jak on wygląda?!
-Nie wiem, ale wiem, że wygląd ni jest najważniejszy. Walcz o nią, chłopie, bo ją stracisz raz na zawsze...
-To co mam robić?
-Nie wiem. Zaproś ją gdzieś. Popytaj czym się interesuje i jaką muzykę lubi. Może macie jakieś wspólne zainteresowania. Jeśli nie spróbujesz to się nie przekonasz...
-Dobra, postaram się coś wymyślić.
Tylko czy uda mi się to zrobić...?
* * *
Siedziałam w pokoju Marka. Przepytywał mnie na temat spotkania z Danielem już od blisko godziny. Ucieszył się nawet na wieść, że byliśmy razem z moją przyjaciółką Kasią. Widocznie mu ulżyło, że nie przebywałam z nim sam na sam. Ach ta zazdrość!
-A o czym rozmawialiście?- spytał się mnie.
-Głównie to paplałyśmy ja i Kasia. On jakoś się zaczaił w koncie i nic nie mówił.
-Aha. I co potem?
-Zadzwoniłeś do mnie, zazdrośniku jeden i kazałeś mi wracać- uśmiechnęłam się do niego- no więc dałam buziaka Kasi i Danielowi i poszłam.
-Buziaka?
-No...
-Aha.
-No nie powiesz mi chyba, że się na mnie obrazisz?
Roześmiałam się.
-Nie, skąd.
Odwrócił się od mnie i stanął przy oknie. Podeszłam do niego powoli.
-Co się stało?- spytałam przytulając się do niego i obejmując go w pasie.
-Nic. Po prostu jestem zazdrosny i przyznaję się do tego bez bicia.
-No co ty! O co jesteś zazdrosny? Kocham ciebie i tylko ciebie, misiu.
Te słowa sprawiły, że w końcu się do mnie odwrócił. Pocałowałam go lekko.
-Wiesz, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu?- spytał.
-Możliwe, że tak jest- zaśmiałam się.
-Więc nie będę już zazdrosny o niego. Ufam ci. Jeśli go lubisz to się z nim spotykaj. Nie mam nic przeciwko. Jak wrócimy do domu, to wtedy będziemy razem spędzać czas. Jeśli lubisz Daniela i Kasię, to jestem szczęśliwy.
Uśmiechnął się. Wiem ile takie wyznanie go kosztowało i doceniłam to bardzo.
-Dziękuję- powiedziałam.
-Nie ma za co. Masz czas? Chciałbym cię gdzieś ze sobą zabrać.
-Gdzie?
-Niespodzianka- szepnął.
-Okej. Prowadź.
Nie wiedziałam, gdzie znowu chciał mnie zaciągnąć, ale podobały mi się jego niespodzianki.
Marek uparł się, żeby mi zawiązać oczy przepaską, abym nie podglądała. Ech... te jego pomysły... Jednak cieszyłam się, że miałam chłopaka, który mnie uszczęśliwiał. Szliśmy dość ruchliwą ulicą. Słyszałam co chwila masę przejeżdżających samochodów. W jednej chwili skręciliśmy i już nic nie było słychać.
-Gdzie jesteśmy?
-Nie mogę ci powiedzieć, ale jak ściągniesz buty, to się przekonasz.
Buty? Co on znowu wymyślił? Co mają buty do tego wszystkiego? Lecz byłam tak ciekawa, że wykonałam jego polecenie. Po chwili pod nogami poczułam coś twardego. Po fakturze rozpoznałam, że to drewno. Poszliśmy dalej i w końcu wyczułam to, co miał na myśli Marek. Piasek. Pełno piasku. Byliśmy na plaży! Cofnęliśmy się znowu na 'drewno', które okazało się być pomostem i szliśmy nim długo. W końcu Marek zdjął mi przepaskę, a moim oczom ukazał się prześliczny widok. Morze i zachodzące słońce. To było coś pięknego. Wodą nie poruszał żaden podmuch wiatru, ale słońce mieniło się tysiącami barw.
-Podoba ci się?
-Jest ślicznie- powiedziałam.
Później usiedliśmy na końcu pomostu i patrzyliśmy jak 'kolory' znikają za taflą spokojnego morza... To było coś pięknego. A jeszcze lepsze było to, że byłam tu z nim; z moim Markiem...
____________________________
Ten wpis troszkę dłuższy
jakoś nie mogłam skończyć pisać
Daniel jeszcze pewnie nieźle namota. *A Wy jak sądzicie?*

Według mnie wielki przebój
P.S Wczoraj dostałam Ipod'a Idę nagrać sobie jakieś piosenki. Paaaa ;]
 

 
-------------------------
Ciągle mam to zrobić i ciągle zapominam =)
Chciałabym Was zachęcić do przeczytania opowiadań wybitnie utalentowanej dziewczyny. jej opowiadania są świetne. Opowiada o pewnej dziewczynie- Demonie, która musi odnaleźć się w codziennym życiu. Polecam, tu macie linka:
http://nereitte.pinger.pl/
-------------------------------
Ciągle nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą ujrzałam. Stała przede mną moja przyjaciółka Kasia. Nie widziałyśmy się już od trzech lat. Praktycznie w ogóle się nie zmieniła. Ciągle miała te same półdługie blond włosy i grzywkę. Oczywiście urosła o parę dobrych centymetrów.
Chodziłyśmy razem do podstawówki, a gdy skończyła się szkoła ona musiała się przeprowadzić z rodziną. Pokłóciłyśmy się o to trochę i później nie utrzymywałyśmy kontaktu. Wiem, że to głupie, ale przecież wtedy byłyśmy jeszcze dzieciakami, a dzieci robią różne głupstwa. Nawet nie wiedziałam, że zamieszkała w Łebie. Jedno było pewne:
Bardzo żałowałam, że nie utrzymywałyśmy znajomości, a gdy ją spotkałam byłam niezmiernie szczęśliwa, bo wiedziałam,że może odnowimy naszą znajomość. W końcu kiedyś byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Byłyśmy nierozłączne. Aż w końcu kłótnie doprowadziły do rozpadu znajomości.
-Co ty tu robisz?- spytała mnie w końcu.
-Przyjechałam na wakacje. A ty tu mieszkasz?
-Tak. Wiesz, bardzo żałuję, że nie mieszkamy koło siebie. I jeszcze ta bezsensowna kłótnia przed moją przeprowadzką. Głupie to było.
-Masz rację. Też mi z tego powodu przykro. No ale teraz jest wszystko dobrze. Powinnyśmy wykorzystać dobrze nadchodzące dwa tygodnie. Później wyjeżdżam i...
Przerwało mi chrząknięcie z boku. Jak się okazało, to był Daniel. Widocznie nie rozumiał tego, co się przed chwilą wydarzyło.
-Możecie mi wytłumaczyć co jest grane?- spytał.
Chciałam już odpowiedzieć, ale Kasia mnie uprzedziła
-Znamy się z Martyna jeszcze z czasów, kiedy mieszkałam w tym mieście, gdzie ona. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, a później ja się wyprowadziłam tutaj i kontakt się urwał.
-Aha.
Chyba nie był w stanie wypowiedzieć nic więcej.
-To może pójdziemy już?- spytałam.
Miałam przecież tyle do opowiedzenia Kasi.
-Okej.
Na dobrą sprawę to w ogóle nie zwracałam uwagi na to, gdzie i którędy idziemy. Było mi to wszystko jedno. Liczyło się tylko to, że mogę pobyć trochę czasu z Kasią i opowiedzieć jej wszystko, co ją ominęło. Widać było, że jest trochę smutna z tego powodu, że musiała się przeprowadzić. Tam miała tylu przyjaciół. Oczywiście tu też odnalazła swoją własną paczkę, ale z tamtymi znała się od dziecka.
Kasia chodziła do innej szkoły niż ja. Przedstawiła mi ją Marysia. Spotkałyśmy się pewnego razu u niej w domu i wtedy ją poznałam. Od razu się polubiłyśmy i utworzyłyśmy paczkę trzech przyjaciółek. A po kilku latach ona się wyłamała. Marysia ciągle z nią utrzymywała kontakt. Chciała nawet nas ze sobą pogodzić, ale my byłyśmy uparte; bardzo uparte. Teraz to naprawdę się wydawało dziecinne. Straciłyśmy tyle czasu i dopiero przypadek zadecydował o tym, że się spotkałyśmy.
Gadałyśmy tak przez całą drogę o różnych rzeczach.
Dopiero gdy siedziałyśmy najlepsze w kawiarni i jadłyśmy ciasto spostrzegałam strapioną minę Daniela. Zachowałyśmy się doprawdy okropnie. Musiał się poczuć naprawdę odrzucony. Postanowiłam przejąć inicjatywę i zwróciłam się do niego:
-A jak wy się poznaliście? Chodzicie razem do szkoły?
Daniel podniósł na mnie wzrok.
-Ta. Nic więcej nie powiedział.
-Daniel nie smuć się. Wiesz przecież, że dziewczyny są gadatliwe, a jeśli nie widziały się parę ładnych lat to już w zupełności nie dasz radę się przebić- powiedziałam.
-Tak, wiem. Po prostu... myślałem, że to będzie inaczej wyglądać. Dziwnie się z tym czuję.
-Inaczej, to znaczy jak?- spytała Kasia.
-Nie ważne.
Nie mogłam uwierzyć, że chłopak jest w stanie opowiadać o swoich uczuciach. Zaimponował mi tym. Naprawdę był wrażliwym chłopakiem. Chociaż lubił się popisywać (jak z tym gipsem), to był całkiem w porządku. I wtedy poczułam się naprawdę okropnie. Nawet się nie przejęłam, jak się czuje.
-A tak właściwie... to jak tam ręka? Bo wiesz, ja naprawdę nie chciałam...
-Ręka w porządku. Dziękuję.
Chyba był naprawdę smutny.
-E... To TY mu ją tak urządziłaś?- spytała Kasia.
-Mhm- mruknęłam.
-Dziewczyno, ty to masz powera!
Nagle mój telefon zadzwonił.
Marek.
Odebrałam i odsłuchałam wiadomości, że chciałby, żebym już wróciła, bo nie ma mnie już od trzech godzin i on strasznie się stęsknił. Powiedziałam, że za pół godziny będę.
-Wiecie, muszę już lecieć...
-Tak szybko?!- zbulwersowała się Kasia.
-Bądź co bądź, siedzimy już tu od trzech godzin.
-No dobra, ale zadzwonię wieczorem.
Wstałam po chwili i nie wiem, co sprawiło, że nachyliłam się nad Danielem i pocałowałam go w policzek. Może to ta jego strapiona mina, może odruch. Pożałowałam tego, bo nie chciałam, żeby chłopak robił sobie nadzieję.
Zawahałam się trochę. Chłopak podniósł głowę i po raz pierwszy dzisiaj uśmiechnął się do mnie. Przyznać muszę, że uśmiech miał piękny.
Pomachałam jeszcze Kasi i odeszłam...
____________________________
Ładny 'The End'
Rozdział troszkę nudny, ale mam nadzieję, że następne będą lepsze
Oby Daniel nie robił sobie nadziei.

No w tej piosence to się zakochałam
 

 
---------------------------
WITAJCIE!
Wczoraj o 7.00 wróciłam do domu. Nie mogłam napisać od razu, bo po pierwsze byłam bardzo zmęczona (około trzydziestu godzin na nogach), a po drugie coś net mi nie łączył. W hotelu też nie było Wi-Fi. Moje wrażenia na temat pociągu lepiej zatrzymam dla siebie Powiem tylko, że cholernie się bałam. <Sorki za przekleństwo>
Takie tam strachy
I jeszcze jedna rzecz, dla której nie pisałam:
W końcu się przeprowadziłam! Dzisiaj już rozpakowałam połowę rzeczy (których mam BARDZO dużo) i jutro jadę to dokończyć. Pokój bombowy Wkrótce może zamieszczę jakieś zdjątko, a już teraz zapraszam do kolejnej części opowiadania
(Od razu przepraszam za jakość notki, ale jeszcze nie do końca doszłam do siebie po wypoczynku.
-------------------------
Stałem tak i czekałem kiedy odbierze. Z nudów zacząłem odliczać sygnały.
Pierwszy sygnał... drugi... trzeci...
O dziwo po trzecim odebrała. Nie sądziłem, że zrobi to tak szybko.
-Halo- do moich uszu doleciał ten anielski głos.
-Martyna?
-Tak... Mogę wiedzieć, z kim mam przyjemność?
-To ja Daniel. Poznaliśmy się dzisiaj w parku. Wpadłaś na mnie. Pamiętasz?
Przedostatnie zdanie wtrąciłem specjalnie. Po to, żeby w ostatnim momencie nie rozmyśliła się ze spotkania. Tak, wiem, byłem okropny. Ale wyrzuty sumienia mogą zdziałać cuda, prawda?
-Jasne. Jeszcze raz cię prze...
-Nie ma sprawy- przerwałem, ponieważ chciałem już dojść do sedna sprawy- Masz jutro czas o szesnastej?
-Tak, chyba tak.
Wyczułem w jej głosie nutkę smutku. Nie chciałem, żeby poczuła się zaszantażowana, więc dodałem:
-Wiesz, jeśli bardzo nie chcesz iść, to okej. Zrozumiem to.
-Nie, nie o to chodzi. Po prostu... Ja mam chłopaka. I on nie ucieszył się zbytnio z tego powodu, że idę jutro z tobą... gdzieś. Jest troszkę zazdrosny.
-Aha...
Myślałem intensywnie co zrobić, żeby nie czuła się niekomfortowo w moim towarzystwie. I nagle wpadłem na genialny plan
-Mam pomysł- wykrzyczałem prawie do słuchawki- Może... zabiorę ze sobą moją koleżankę ze szkoły. Jest bardzo towarzyska i na pewno nie będziesz się czuła skrępowana. A każdy przechodzień pomyśli, że jesteśmy grupką przyjaciół. Na pewno polubicie się z...
-Tak, to dobry pomysł.
Poczułem jednak, że dąży do końca rozmowy.
-Okej, przyjdę jutro po ciebie o szesnastej. Jaki numer?
-Co?
-Jaki numer ma twój pokój?
Podała mi go i powiedziała, że już musi kończyć.
-Dobra, to pa! DO jutra!
Gdy wymawiałem ostatnie zdanie już się rozłączyła.
Zabolało.
Miałem wtedy tylko nadzieję, że ona jednak się do mnie przekona i w końcu będę mógł wplatać swoje palce w jej aksamitne włosy... Ach... marzenia! Ale... kto powiedział, że marzenia są nie do spełnienia?

Gdy spojrzałem na zegar i spostrzegłem, że duża wskazówka znajduje się na szóstce zacząłem się szykować. W pół godziny spokojnie dotrę do domu Kasi, która mieszka przy następnej ulicy i zdążymy dojść do pensjonatu. Gdyby się polubiły, to byłoby okej. Martyna poczułaby się fajnie. Nie byłaby napięta i w ogóle. Już nie mówiąc o tym, że gdyby Kasia poznała ją dokładniej to może powiedziałaby mi jakich chłopaków lubi. Miałbym wtedy większe szansę na to, że mnie polubi.
Spotkaliśmy się w połowie drogi do mojego domu. Akurat do mnie szła. Przywitaliśmy się i ruszyliśmy ulicą do hotelu. Im byliśmy bliżej, tym bardziej się bałem, że coś się nie uda. Kasia wprost przeciwnie- zawsze była otwarta na nowe znajomości. Szczerze powiedziawszy to kiedyś potajemnie się w niej kochałem. Nie powiedziałem jej tego, ponieważ nie chciałem kończyć naszej znajomości, a takie jedno wyznanie mogło wszystko popsuć.
Nic dziwnego, że się w niej zadurzyłem. Miała takie śliczne blond włosy, który lśniły w słońcu. I w ogóle była aniołem. Zawsze mogłem na nią liczyć. Dlatego teraz jesteśmy przyjaciółmi. Nic już do niej nie czuję. I się z tego cieszę.
Nawet nie wiem kiedy dotarliśmy do hotelu. Weszliśmy schodami na piętro, a w następnej chwili staliśmy już pod jej drzwiami.
Stałem tam jak kołek, aż w końcu zdecydowałem się zapukać.
Staliśmy i czekaliśmy, a po chwili w drzwiach pojawiła się wysoka blondynka.
-Mogę w czymś pomóc?- spytała uśmiechając się.
-Szukamy Martyny.
-Aaa... Chwilka. Jest w łazience. Zawołam ją.
Odeszła, a po chwili znowu przyszła, tyle że w towarzystwie Martyny.
Chciałem się już przywitać, ale wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałem, a już w zupełności nie zrozumiałem.
-Kasia?- spytała dziewczyna moich marzeń.
-Martyna! Kopę lat!- zawołała moja przyjaciółka, a już po chwili dziewczyny się ściskały.
One się... znały...
__________________________
Ciekawy przebieg spraw.
No, ale przynajmniej Martyna nie będzie taka spięta podczas spotkania z Danielem i Kasią. Tylko czy dziewczyny nie będą ze sobą gadać i nie odsuną chłopaka na dalszy tor???

Czas chyba powrócić do Nickelback'u
 

 
------------------------
Hejka
O 22.25 mam pociąg. Dopiero teraz się dowiedziałam czym mam dojechać do Władysławowa i to mnie przeraża :' Nienawidzę tego środka transportu, a najbardziej boję się tych schodów, po których wchodzi się z peronu do wagonu. Są takie strome i w ogóle. Eh... Jakoś to chyba przeżyję, no nie? Walizka spakowana. Mam tylko nadzieję, że niczego nie zapomniałam
-------------------------
-Żartujesz, prawda? Powiedz mi, że żartujesz.
Wiedziałam, że starał się na mnie nie krzyczeć, żeby mnie nie zranić, ale i tak czułam się potwornie. Gdy tylko weszłam do jego pokoju wiedziałam, że to może być nasza pierwsza kłótnia. Jednak nie chciałam go okłamywać i potajemnie iść na to spotkanie. Musiał wiedzieć co się dzisiaj wydarzyło i że czuję się winna, że Daniel ma zwichniętą rękę. Nie wypadało przecież odmawiać. To byłoby niekulturalne.
-Zrozum, że ja tam nie chcę iść... Wytłumaczyłam ci przecież, dlaczego muszę tak postąpić. Oddałabym wszystko, żeby spędzić ten czas z tobą, ale nie mogę.
-Ty w ogóle wiesz co mówisz? Od początku mi mówiłaś, że nie marzysz o niczym innym, jak o tym, żeby te wakacje należały do nas. Mieliśmy być tylko TY i JA. A teraz zamierzasz się spotykać z tym Danielem. Możesz mi powiedzieć, czego tak naprawdę chcesz.
Nie mogłam mu odpowiedzieć. A raczej nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Odpowiedz mi, do cholery!- teraz właśnie nastąpił przełom w naszej rozmowie. Marek na mnie krzyknął, a ja nie mogłam powstrzymać łez. Spływały one potokiem po mojej twarzy. Dopiero wtedy Marek na mnie spojrzał. Wyraz jego twarzy natychmiast złagodniał. Podszedł do mnie szybko i usiadł koło mnie na łóżku. Przytulił mnie i szepnął czule:
-Przepraszam. Naprawdę nie chciałem na ciebie krzyczeć. Po prostu... Wiesz... jestem zazdrosny o tego Daniela. Boję się, że stracę najważniejszą osobę w moim życiu. A tego bym chyba nie wytrzymał... Przecież wiesz, że cię kocham. Prawda?
Powoli się uspokoiłam. Gdy poczułam się na siłach odpowiedziałam mu:
-Nie wiem czy mnie kochasz, ale wiem, że ja cię kocham nad życie i nie chcę się z tobą kłócić. Bardzo bym chciała z tobą zostać. Spotkam się z nim raz i później będziemy mieć czas tylko dla siebie.
-Zgoda. Martwi mnie tylko jedno- mówiąc to, strasznie posmutniał.
-Cóż takiego?- przejęłam się
-To, że nie wiesz, że cię kocham. Ale wiesz co? Chyba ci będę musiał to udowodnić. I jeszcze raz cię przepraszam za to, że na ciebie podniosłem głos.
Zaczął mnie całować. Najpierw w usta, a później po szyi.
-Wiesz, że nie chciałem, prawda?
-Mhm
Nic więcej nie byłam w stanie powiedzieć.
Później jeszcze trochę się całowaliśmy, ale szybko sobie uświadomiłam, że obiecałam Marysi, że niedługo wrócę. I chociaż nie byłyśmy już przyjaciółkami, chciałam dotrzymać obietnicy. Oderwałam się od Marka.
-Muszę już iść. Obiecałam Marysi. Pokłóciłyśmy się dzisiaj i nie jesteśmy już przyjaciółkami, ale pójdę do niej. Dobra?- spytałam
-Po-pokłóciłyście się?
-Tak...- powiedziałam powoli.- Czemu cię o tak martwi?
-Nie, nie martwię się, ale myślałem, że chcesz się z nią przyjaźnić. Będziecie się często spotykały?
Zdziwiło mnie to pytanie, ale szybko odgadłam, dlaczego się o to pyta.
-Nie smuć się. Z Marysią będziemy się czasami spotykać, ale tylko czasami. Nadal będę mieć dla ciebie mnóstwo czasu.
Zmartwiło mnie to, że ta wiadomość go nie uszczęśliwiła. Nie chciałam jednak być bardzo dociekliwa i dałam mu spokój. Pocałowałam go na pożegnanie i wróciłam do pokoju. Dopiero teraz spostrzegłam, że ściemniło się. Z ciekawości spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Było dwadzieścia po dziewiątej. Kurczę, gdzie ja spędziłam tyle czasu?!, pomyślałam.
Teraz jednak pozostało mi przygotować się do jutrzejszego spotkania. Lecz moje rozmyślania przerwał dzwoniący telefon...
___________________________
Któż to może dzwonić? No cóż, kiedy wrócę dowiecie się. Jeśli będzie tam Wi-Fi, ro może dodam jakiś wpis przez telefon. Zobaczymy
W następnej części poznamy tajemniczą Kasię =)
Jak myślicie, kim ona będzie?

Moim zdaniem Taio Cruz jest super Dlatego też oto kolejna piosenka w jego wykonaniu. CO o niej sądzicie? :

Do zobaczenia za tydzień I jeszcze jedno pytanie do fanów muzyki. Będziecie oglądali *Sopot Top Of The Top Festival*? Ja na pewno
  • awatar Ciutoo: Super . +Zapraszam
  • awatar Gość: http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com/ Licze na komentarza
  • awatar Nereitte: Świetne! Uwielbiam Twój blog. Miłego wyjazdu. ;) I proszę, spróbuj coś dodać przez ten czaas.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-----------------------------------
He-ej
Mam na początek parę wiadomości dla Was
Pierwsza z nich jest dla mnie na wpół smutna, a na wpół wesoła. Cieszę się, ponieważ wyjeżdżam na pięć dni nad morze. Nie byłam podczas tych wakacji na żadnym wyjeździe, więc jestem zadowolona, że mam jeszcze szansę się poopalać na plaży. Mam nadzieję, że pogoda dopisze Z drugiej jednak strony jestem zmuszona porzucić bloga na ten czas. A już zupełnie martwi mnie to, że później także nie napiszę przez parę dni, ponieważ, gdy tylko wrócę, przeprowadzam się (Z czego akurat się cieszę. Ciekawi mnie, jak ozdobiono mój pokój). Podczas wypoczywania na plaży, postaram się wymyślić jakieś fajne wątki do mojego opowiadania.
Gdybyście mieli ochotę poczytać równie (a nawet bardziej) interesujące opowiadania, looknijcie tu: http://prawdziwazuza.pinger.pl/
A już teraz zapraszam Was do kolejnego mojego wpisu.
--------------------------------------

Na początek musiałam wrócić do pokoju i opowiedzieć o wszystkim Marysi. O wszystkim, to znaczy o tym, jak Daniel mnie obserwował zza śmietnika (to akurat wydawało mi się bardzo zabawne), o tym jak na niego wpadłam, jak poszliśmy do szpitala i jak zaprosił mnie na spotkanie. Bo przecież to nie była randka. Nie musiałabym iść, gdyby nie moje wielkie wyrzuty sumienia.
Zwierzyłam się także Marysi, że nie wiem jak powiedzieć o tym wszystkim Markowi. Jak to chłopak, pewnie będzie zazdrosny, a ja nie chciałam się kłócić z moim skarbem. Nie zniosłabym tego.
-Wybacz, ze to powiem, ale może to odpowiednia chwila, żeby go rzucić i wybrać tego drugiego... Daniela, tak? Mam nadzieję, że on będzie porządniejszy- powiedziała
Zamurowało mnie. Na początku w ogóle nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą powiedziała. Dopiero później uświadomiłam sobie, że te słowa naprawdę zostały wypowiedziane i musiałam jakoś zareagować.
-Co?! Co ty w ogóle gadasz?! Znowu chcesz się kłócić? Przecież wiesz, ze jestem w Marku zakochana! I to się nie zmieni! O co ci znowu chodzi? Nie dałaś mu nawet szansy! Widziałaś go raz w życiu i wyrobiłaś już sobie opinię na jego temat! Przecież to nie trzyma się kupy! Co ci w nim tak przeszkadza!
-Martyna...
-Nie przerywaj mi!- coś we mnie pękło i nie mogłam już powstrzymać mojego słowotoku.- Możesz mi po prostu powiedzieć, co ci w nim nie odpowiada! Jaką wadę w nim spostrzegłaś, której ja nie mogę ujrzeć?! Możesz mi to, do jasnej cholery powiedzieć?!
-Martyna, uspokój się- powiedziała spokojnie.
-To mi to w końcu wytłumacz!!!
-Przestań się wydzierać, to ci powiem.
W myślach policzyłam do dziesięciu i siląc się na spokój powiedziałam.
-Słucham.
Nastąpiła cisza.
-No, słucham!
-Już, już... Po prostu... Marek jest kimś, kto cię zaraz porzuci...
-Skąd TY to możesz wiedzieć.
-Bo... tak czuję- odparła. Jednak jakaś część mnie wiedziała, że Marysia kłamała. Nie mogłam jednak rozszyfrować dlaczego.
-A ja czuję zupełnie co innego- powiedziałam.- I okropnie rani mnie to, że uprzedziłaś się do Marka. On jest naprawdę opiekuńczym chłopakiem. Jestem z nim szczęśliwa. Zaakceptuj to wreszcie.
-Na-naprawdę tak sądzisz?
-Tak. Daj mu szansę.
-Wiesz, nie zostanę raczej jego koleżanką, ale nie chcę się z tobą kłócić. Bądźmy nadal przyjaciółkami....
-Wiesz... To chyba niemożliwe. Ostatnio coś zrozumiałam... Kiedyś dojdzie do czegoś takiego, że będę musiała decydować pomiędzy przyjaźnią, a miłością. I wtedy zranię dwie osoby. Siebie samą i kogoś jeszcze. Chcę zaoszczędzić sobie i tej osobie cierpienia. Zrozum, nie mogę się już z tobą przyjaźnić. Bardzo bym chciała, ale ostatnio jest tyle kłótni z powodu Marka, że nie mogę tego wytrzymać. Bądźmy koleżankami. Dobra?
Marysia wpatrywała się we mnie szklistymi oczyma.
-Nie rób mi tego...- powiedziała.
-Myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Coś się pomiędzy nami zepsuło. I tego się już niestety nie da naprawić. Jest już za późno.
-Martyna, proszę cię. Potrzebujemy się nawzajem.
Robiłam wszystko, żeby tylko się nie rozpłakać. Jednak z drugiej strony, gdy pomyślałam sobie o tym wszystkim jeszcze raz, pomyślałam, że robię dobrze. My z Marysią do siebie nie pasowałyśmy. Owszem, pocieszałyśmy się nawzajem podczas trudnych chwil, ale nic poza tym.
-Słuchaj, Marysiu- zaczęłam, lekko ją przytulając.- Na mnie będziesz mogła zawsze liczyć. Gdy tylko coś się wydarzy możesz mi o tym powiedzieć, ale chyba nie chcę mieć teraz żadnych bliższych mi osób, ponieważ nie umiem się spotykać z kimś innym, niż z Markiem. Ciągle o nim myślę i nie umiem się z nim rozstać na więcej niż parę godzin. Tylko bym cię dalej raniła. Robię to dlatego, żebyś nie czuła się przeze mnie odtrącona. Rozumiesz?
Chwilę milczała, ale się uspokoiła.
-Rozumiem. I... chyba masz rację. Bądźmy koleżankami. tak będzie rzeczywiście lepiej.
Przytuliłyśmy się.
Później jeszcze rozmawiałyśmy długo. Ustaliłyśmy co nieco. A ja poczułam wielką ulgę. Tak, to była dobra decyzja.
-Wiesz, jeśli jesteś szczęśliwa z Markiem, to się bardo cieszę.
Spojrzałam na nią. Nie wydawała się szczególnie zadowolona.
-To dobrze, ze się nie smucisz.
-Wiem, ze chcesz teraz do niego iść, ale boisz się mnie zranić... Idź.
-Na-naprawdę?
-Jasne- uśmiechnęła się.- No już! Idź- poklepała mnie w ramię radośnie.
-Okej, niedługo wrócę. Chcę tylko Marka o czymś powiadomić. Za pół godziny będę z powrotem.
Posłała mi pytające spojrzenie.
-Co się tak patrzysz? Zapomniałaś? Dzisiejszy dzień należy do nas- posłałam jej uśmiech, a ona go odwzajemniła.
Wyszła i poszłam w stronę pokoju Marka, wiedząc, że następna rozmowa także nie będzie szczególnie miła.
______________________________
Wiecie co? Ja naprawdę myślę, że Martyna podjęła słuszną decyzję. I tak właściwie dopiero teraz coś zrozumiałam. Miałam podobną sytuację. Kłóciłyśmy się często z moją najlepszą przyjaciółką (przeważnie z mojej winy) i teraz jej się nie dziwię, że postanowiła zakończyć przyjaźń Jesteśmy teraz koleżankami i chociaż nie spędzamy ze sobą tak wiele czasu, to nasze relacje są lepsze. Oczywiście ciągle trochę żałuję, że ta przyjaźń się zakończyła, ale teraz jest chyba lepiej.

Hmm.... Jaką by tu muzykę dać...? Co powiecie na 'This Afternoon'? Jedyny minus tego teledysku jest taki, że na początku gadają xD Ale tak, to muzyka superowa:
  • awatar Nereitte: Wreszcie następny rozdział. Nie mogłam się doczekać. ;) Ładnie piszesz. Już nie mogę się doczekać, kiedy znów coś dodasz. Miłego pobytu nad morzem!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
-------------------------------------
Hej Znalazłam chwilkę, żeby dodać nowy wpis. Może nie jest on zbyt udany, ale mam teraz natłok różnych zajęć (między innymi pakowanie się).
-------------------------------------
Dotarliśmy z Danielem (jak się okazało, tak miał na imię) do szpitala po pięciu minutach. Dziwnie się trochę zachowywał. Szczególnie, że ręka wyglądała na złamaną, a on w najlepsze się śmiał i ze mną rozmawiał. Zdążył mnie już wypytać o mój ulubiony gatunek muzyki, czym się interesuję, jakie kwiaty lubię i kim chcę zostać w przyszłości. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest bardzo towarzyskim chłopakiem. Zapewne miał wielu przyjaciół.
W recepcji powiedziano nam, że powinniśmy się od razu udać do lekarza i akurat doktor Maciejewski jest wolny. Wskazała nam, gdzie mamy iść. Tam też się udaliśmy. Odetchnęłam trochę, gdy weszliśmy do pokoju lekarza. Poczułam ulgę z dwóch powodów. Po pierwsze Daniel w końcu przestał gadać, a po drugie doktor, obejrzawszy rękę chłopaka, stwierdził, że to tylko zwichnięcie. Dodał także, że musi uważać, żeby nie uszkodzić ręki jeszcze bardziej. Daniel zaśmiał się.
-Myślę sobie, że lepiej jednak będzie założyć gips. Wie pan, jestem bardzo nadpobudliwym nastolatkiem i zaraz sobie coś w tą rękę zrobię- powiedział, gdy już opanował śmiech.
-Dobrze, jak chcesz. Chodźmy do gabinetu obok i nastawię ci ją trochę i założę gips.
Przeszli do pokoju obok. Postanowiłam na nich zaczekać tutaj. Siedziałam i się nudziłam. Po dziesięciu minutach wrócili. Daniel wymachiwał dumnie swoim nowym nabytkiem i uśmiechał się promiennie. Doktor kiwał tylko głową z politowaniem.
Wyszliśmy z gabinetu. Upewniłam się, czy aby na pewno wszystko w porządku. Jestem kulturalną osobą i spytałam się go, czy mogę mu jakoś pomóc, albo wynagrodzić. Zastanowił się chwilę i odpowiedział:
-Umówiłabyś się ze mną?
-Ja... mam chłopaka.
-No coś ty! To nie będzie randka. Coś w rodzaju spotkania przyjacielskiego.
-Dobra...
-Masz czas jutro o piętnastej?
Cóż... Chciałam spędzić jutro dzień z Markiem, ale wypadałoby spełnić jego prośbę.
-Tak.
-Podaj mi swój numer telefonu, okej? Zadzwonię do ciebie dzisiaj wieczorem.
Wyciągnęłam długopis z kieszeni (Tak, należałam do tych osób, które zawsze były na wszystko przyszykowane). Nie mogłam jednak znaleźć żadnej kartki.
-Pozwolisz?- wskazałam jego gips.
-Jasne.
Zaczęłam kreślić cyferki. Gips był nierówny, więc trudno się pisało. Ale po pewnym czasie pojawił się śliczny napis.
Odwracałam się, żeby odejść, ale Daniel mnie powstrzymał.
Złapał mnie za nadgarstek i powiedział:
-Ślicznie wyglądasz w tych rolkach- mrugnął.
-Dz-dziękuję. Cześć
-Do zobaczenia.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mam na sobie rolki, a nie buty. A do tego przypomniało mi się, że Marysia nie wie, gdzie jestem. Powinnam dać jej znać. Wyciągnęłam komórkę i wystukałam numer. Po chwili usłyszałam głoś przyjaciółki
-Gdzie ty się, do diabła podziewasz?!
-Przepraszam, ale to było bardzo pilne. Wszystko ci opowiem, kiedy się spotkamy. Gdzie jesteś?
-Wróciłam do pokoju. Szukałam cię wszędzie, ale nie znalazłam, to pomyślałam, że wróciłaś.
-Dobra. Będę za pięć minut- rozłączyłam się.
Skierowałam się w stronę pensjonatu, rozmyślając, jak powiem Markowi, że nie mogę z nim jutro spędzić dnia...
_____________________________
Daniel wydaje się całkiem fajnym chłopakiem Faktycznie jest strasznym gadułą, ale każdy ma jakąś wadę ^^A Wy co o nim
myślicie?

Lubicie Taio Cruz'a? Ma naprawdę faje piosenki
 

 
Heeeej Chciałabym Was poinformować, że troszkę nie mam teraz czasu, aby pisać nowe części opowiadań Mam teraz przeprowadzkę i niedługo wyjeżdżam, więc nie wiem, kiedy się okaże nowy wpis Mam nadzieję, że nie będziecie musieli długo czekać.
Do zobaczenia wkrótce
--
Gutta ^.-
 

 
Wypożyczyłyśmy więc z Marysią rolki i zaczęłyśmy jeździć po mieście. Oczywiście uprzedziłam wcześniej Marka o moich zamiarach. Dobrze się złożyło, że akurat dzisiaj ma rozpocząć pracę w schronisku u swojego brata, więc miało go nie być cały dzień.
Skierowałyśmy się z Marysią w kierunku parku, bo jak sądziła 'w parku można spotkać wielu przystojnych facetów, którzy wyszli na spacer ze swoimi psami'. Byłam naprawdę zażenowana. Ta dziewczyna nigdy nie dorośnie, pomyślałam. Jednak nie chcąc jej zrobić przykrości, zgodziłam się i pojechałam za nią. Po paru minutach rzeczywiście dotarłyśmy.
Drzewa otaczały ciasno alejki, a nimi natomiast szło wiele ludzi. Było tak gorąco, że nikt nie chciał siedzieć w domu przed telewizorem. Na ławce siedziało mnóstwo par. Całowały się, przytulały. Od razu przypomniał mi się Marek. Chciałabym być przy nim. Całować go, przytulać. Ale wiedziałam, że nie mogłam. Zamyśliłam się głęboko. Teraz w mojej głowie była jedna osoba- mój chłopak. Nie zwracałam zupełnej uwagi na otoczenie. A to był błąd. Nagle o coś uderzyłam. A raczej o kogoś. BUM...!
* * *
Dzisiaj rano nie poszło mi zbyt dobrze ze śledzeniem tej dziewczyny. Zresztą czemu ja się tak oszukiwałem? Myślałem, że co? Że rzuci tamtego przystojniaka dla mnie? On wygląda jak wycięty z jakiegoś kolorowego pisemka, a ja? Ja byłem zwykłym chłopakiem. Nic nie znaczącym Danielem. Postanowiłem sobie dać z nią spokój. Trudno. W końcu się znajdzie jakaś idealna dziewczyna dla mnie. Która mnie pokocha. Pokocha moje wady i zalety i po prostu będzie chciała ze mną być.
Już więcej tam nie pójdę, pomyślałem. Później ta dziewczyna złamie mi serce i będę ogromnie cierpiał.
Szedłem przed siebie. Nie ciekawiło mnie to, gdzie zawędruję. Liczyło się tylko to, aby dotrzeć jak najdalej od tego przeklętego pensjonatu. Nawet się nie spostrzegłem a już się znalazłem w Parku Mickiewicza. Jak byłem mały, uwielbiałem się tu bawić ze znajomymi. Ach... To były wspaniałe chwile. teraz już jednak z tego wyrosłem. Nauka zastąpiła dzikie zabawy z innymi dzieciakami. I tak właśnie myślałem, kiedy... BUM!
Ktoś we mnie uderzył. Przewróciłem się, a moja ręka zaczęła strasznie boleć.
-Au!! Uważaj trochę!- wykrzyknąłem nie mogąc znieść bólu- Co ty sobie my....?!- podniosłem głowę i nie mogłem uwierzyć własnym oczom.
Ból w jednej chwili minął, a ja poczułem się jak w niebie. To była Ona!
-Przepraszam! Naprawdę mi przykro. Coś Cię boli?- Dziewczyna z moich snów przyklękła przy mnie.
I wtedy na mnie spojrzała.
-To ty? Widziałam cię dzisiaj rano...
-Tak, tak. To ja. Widziałem cię na koncercie i...
-Boli cię coś?- przyjrzała się mojej ręce, którą kurczowo trzymałem drugą dłonią- Kurczę, wygląda na złamaną. Musisz pojechać do lekarza. Widziałam za rogiem szpital. Dasz radę podejść?
Pomogła mi wstać.
-Naprawdę nie musisz. Poradzę sobie.
-Nie ma mowy. Mam wyrzuty sumienia. To moja wina. Zagapiłam się. Chodź. Za chwilę będziemy na miejscu. Obejmowała mnie, jakbym był co najmniej sparaliżowany. Nie chciałem jej jednak tego uświadamiać. Bardzo mi jej zachowanie odpowiadało. A szczególnie jej ciepła ramiona obejmujące moją talię. Teraz już wiedziałem. Nie poddam się. Będę walczyć do końca!
___________________________
Cóż za tajemnicze spotkanie. Czyżby to było przeznaczenie?
A teraz NAPRAWDĘ Rockowy kawałek:
 

 
Kurczę! Nigdy nie zapomnę tego dnia. To prawda- obserwowałem ją. Czatowałem na nią cały dzień i nagle zauważyłem ją w tym oknie. Później zniknęła mi z oczu, a chwilę później szła w moim kierunku z tym swoim chłoptasiem. Ale ja mam szczęście! Następnym razem będę musiał się bardziej postarać. Muszę wymyślić jakiś przebiegły plan, żeby nasze drogi się skrzyżowały. W końcu jestem Daniel i moje plany zawsze się sprawdzały!
* * *
Gdy skończyłam już jeść śniadanie postanowiłam wcielić plan Marka w życie. W końcu obiecałam mu, że pogodzę się z Marysią. To ja miałam być to lepszą, która wyciągnie rękę na zgodę. W głębi serca pragnęłam jednak odzyskać moją przyjaciółkę. Chociaż to równało się z tym, że będę mniej czasu spędzała z moim chłopakiem.
Rozmyślałam jakby zacząć rozmowę z Maryśką.
'Hej. Nie uważasz, że powinnyśmy się pogodzić?....' Nie to nie to...
'Cześć. Chciałam cię przeprosić za to, że...' Nie. Przecież to nie jest do końca moja wina. Nie mogę brać na siebie całego zła.
'Wiesz... Marek mnie prosił...' Nie. To nie przejdzie. Ona musi myśleć, że sama wpadłam na ten pomysł ze zgodą.
Układałam coraz to nowsze dialogi, ale żaden nie pasował. Postanowiłam, że po prostu do niej podejdę i co będzie, to będzie. W najgorszym wypadku odeśle mnie z kwitkiem i tyle.
Zbliżałam się stopniowo do jej (a właściwie NASZEGO) pokoju. Im byłam bliżej, tym bardziej myślałam, że mi się nie uda.
Stałam przed drzwiami do pokoju 210. Wzięłam się na odwagę i zapukałam. Długo nasłuchiwałam i czekałam, ale nic się nie wydarzyło. Już myślałam, że jej nie ma, więc się odwróciłam, aby odejść. Jednak w tej samej chwili ktoś otworzył mi drzwi. Marysia...
-Czego chcesz?- zapytała.
-Cześć. Nie uważasz, że zachowujemy się jak dzieci...? Dużo o tym wczoraj myślałam i... rzeczywiście masz rację. Nie w porządku się wczoraj zachowałam w stosunku do ciebie. Przepraszam...
-Myślisz, że takie jedno przepraszam załatwi całą sprawę?! Ciągle będziesz całe dnie spędzała z tym swoim Markiem, a ja będę się sama plątała po hotelu zastanawiając się, czy przyjdziesz na umówione ze mną spotkanie, czy może Marek zafunduje ci lepszą frajdę
-Nad tym też myślałam... Będziemy ze sobą spędzać więcej czasu... Proszę, pogódźmy się... Co powiesz na to, żebyśmy miały dzisiaj cały dzień dla siebie- to ostatnie zdanie wypowiedziałam z wielkim bólem. CAŁY DZIEŃ BEZ MARKA!!!
Zapadła cisza.
-Proszę- właściwie jeśli nie chciała się zgodzić to powinnam odejść, ale obiecałam Markowi.
-Zgoda. To co robimy?
-Może... wybierzemy się na rolki? W recepcji można chyba wypożyczyć.
-Okej.
Stałyśmy tak, aż nagle poczułam nieodpartą chęć, aby się do niej przytulić. Tak też zrobiłam.
-Cieszę się, że już po wszystkim- powiedziała
-Ja też.
_________________________
A więc to Daniel... Jestem ciekawa, co też ten chłopak wymyśli, aby zwrócić uwagę Martyny na siebie. No cóż, wkrótce się przekonamy.
This is love, this is love, this is love :
 

 
-------------------------
A więc kary już nie mam Dziękuję czytelniczce Gaf. To ona przekonała mnie do przeprosin mamy ^^. Opłacało się..
-------------------------

Otworzyłam oczy. Pierwsze co ujrzałam to jaskrawe światło- słońce. Oślepiało mnie bardzo, ale po chwili mój wzrok przyzwyczaił się do tej jasności. Rozejrzałam się po pokoju. Nie znałam tego pomieszczenie. Dopiero po chwili przypomniałam sobie wydarzenia z poprzedniej nocy.
-Hej. Widzę, że już wstałaś. Co chcesz do jedzenia?- był to Marek.
-Cześć. Usiądziesz przy mnie?- spytałam niepewnie.
-Jasne.
Usiadł na łóżku i objął mnie ramieniem.- Coś się stało, skarbie?
Spuściłam wzrok. Byłam nieśmiałą osobą i lepiej mi się z kimś rozmawiało, gdy nie patrzyłam tej osobie w oczy.
-Chciałabym ci podziękować za wszystko, co dla mnie zrobiłeś...
-Nie ma sprawy.
-Proszę, nie przerywaj mi.
-Okej.
-Wczorajszy wieczór był dla mnie bardzo trudny do zniesienia i jestem ci wdzięczna, że byłeś przy mnie. Myślałam o tym trochę zanim zasnęłam i postanowiłam się już nie przejmować tym, co... Marysia... wyprawia. Nie wiem o co jej chodzi. Przecież jesteś super facetem. Zachowuje się okropnie w stosunku do ciebie. Wiedziałam już na początku, że kiedyś dojdzie do tej chwili; do chwili, w której będę musiała zadecydować, co wybrać. Przyjaźń, cy miłość? Marysia nie daje mi wyboru. jesteś dla mnie najważniejszy na świecie i nie mogę pozwolić, żeby zazdrosna przyjaciółka mi ciebie odebrała. Chcę być szczęśliwa przy tobie. Jeśli ona tego nie rozumie, to już jej problem. Nie będę już płakała przez nią. Mam tego dość...
Nastąpiła chwila ciszy.
-Chcesz wiedzieć, co o tym myślę?
-Tak.
-Myślę, że... nie masz do końca racji. Miłość z czasem mija, a przyjaźń jest nieśmiertelna. Ona będzie przy tobie na zawsze, choćby i w sercu, a ja...
-Co? Chcesz mi powiedzieć, że kiedyś się tobie znudzę i mnie zostawisz?
-Nie, nie! Nie o to mi chodziło. Miałem na myśli to, że kiedyś się we mnie odkochasz i wtedy będziesz żałowała tej decyzji, którą chcesz podjąć. Naprawdę nie warto.
-Myślisz, że mogłabym się odkochać w tobie? Jesteś moim całym życiem. Przed tym, jak ciebie poznałam nie myślałam, że coś takiego mnie w życiu spotka. Czasami myślę, że to sen i nie chcę się z niego budzić.
-To miłe. Ja będę cię kochał zawsze. Ale wiesz... nie musisz rezygnować z przyjaźni, żeby się ze mną spotykać. Marysia ma w jednej kwestii rację. Za dużo spędzam z tobą czasu... To znaczy... Chcę spędzać z tobą jak najwięcej chwil, ale gdy przebywasz ze mną, odbieram cię Marysi. Twoja przyjaciółka pragnie po prostu dawnej Martyny; Martyny, która spędza z nią całe dnie. Zrobisz coś dla mnie?
-O-oczywiście- zgodziłam się nie wiedząc co mnie czeka.
-Pogódź się z Marysią. Spędzaj z nią troszkę więcej czasu.
-Ja nie...
-Ufasz mi?
-Tak, ale...
-Więc zrób to dla mnie. Zaufaj mi. Tak będzie dla ciebie lepiej. Będziemy się spotykać troszkę rzadziej, ale tylko troszkę.
-Do-dobrze. Zrobię to.
Nachylił się do mnie i pocałował mnie delikatnie.
-Dziękuję, to dla mnie wiele znaczy.
Chciałam spytać dlaczego to aż takie ważne dla niego, ale jego usta mi na to nie pozwoliły, a gdy już się ode mnie oderwał, zupełnie wyleciało mi to z głowy.
-A więc, co zjesz na śniadanie?
-Jajecznicę?
-Okej. Zejdę na dół złożyć zamówienie- mrugnął lekko i już go nie było.
Nie wiedziałam co zrobić. Marka miało nie być przez przynajmniej pięć minut. Ubrałam się więc i uczesałam. Nałożyłam także lekki (!) makijaż. Wyjrzałam za okno. Zdziwiłam się. Pokój Marka był niczym apartament, więc myślałam, że widok z okna będzie także piękny. Tymczasem zauważyłam dziedziniec hotelu, parking, na którym stały pojedyncze samochody i kontener na śmieci... Zaraz, zaraz! Ktoś się tam ukrywał i... patrzył w moją stronę! Był to chłopak z blond kręconymi włosami. Tyle mogłam zauważyć. Uderzyła mnie barwa jego loków. Była to niespotykana barwa. Taka jasna.
W tym samym momencie trzasnęły za mną drzwi. To Marek.
-Możesz tu podejść?- spytałam.
-Coś się stało?- zaczął podchodzić.
Po chwili już stał koło mnie.
-Patrz tam- wskazałam nieznajomego- Przygląda się nam.
-Nie wiemy czy nam. Patrzy w naszą stronę, ale jest na tyle daleko, że nie wiadomo, czy nie podziwia jakiś ptaków na dachu...
-Ukryty za kontenerem na śmieci?- spytałam retorycznie.
-Chodźmy to sprawdzić.
-Żartujesz?
-Nie. Mówię poważnie. Chodź- pociągnął mnie za rękę.
Trochę dlatego, że Marek był silny i nie byłam w stanie go powstrzymać, a po części dlatego, że byłam ciekawa kto nam się przygląda poszłam za nim. Zeszliśmy po schodach i wyszliśmy na dziedziniec. Zbliżaliśmy się w stronę kontenera. Chłopak najwyraźniej nas nie zauważył. Byliśmy coraz bliżej. Nagle chłopak zwrócił głowę w naszą stronę. Był zszokowany. Najwyraźniej nie spodziewał się nas tutaj.
-Hej!- zawołałam, ale było za późno. Zniknął nam z oczu za kolejnym budynkiem.
-No cóż... wracamy? Jajecznica stygnie- powiedział
-Jasne. Chodźmy.
______________________
Kto to może być? I czemu się tak przyglądał Martynie? Pewnie wkrótce się dowiemy ^^

Cóż... nie przepadam za muzyką polską, ale zdarzają się wyjątki. Oto jeden z takich utworów. =) Lubicie go? :
Postaram się może coś jutro napisać Buziaczki- Gutta =)

P.S Naprawdę mi miło, że mój blog się podoba aż tylu osobom. Nie spodziewałam się tego. Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają, komentują, czytają. Jesteście świetni
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-----------------------------
Eh.... strasznie długo nie pisałam...
Jeśli mogę się usprawiedliwić, to powiem, że mam karę. Więc dobra rada na przyszłość... NIGDY nie pyskujcie mamie! Mam karę do odwołania i teraz też wchodzę nielegalnie korzystając z nieobecności mamy...
Więc teraz: Pssst! Nikomu ani słowa, że piszę ^^
Ale mam teraz za to wiele (!) pomysłów Szczególnie jeden z komentarzy podsunął mi wspaniały plan na przebieg dalszych wydarzeń.
-------------------------------

Nie pamiętam dokładnie, jak długo płakałam po kłótni z Marysią, ale musiał to być długi przedział czasowy, ponieważ Marek miał już zapłakaną całą bluzkę, którą na siebie pośpiesznie założył kiedy przyszłam.
Czemu ta Maryśka musiała wszystko komplikować? Nie mogła się pogodzić z tym, że odkryłam swoją wielką miłość? Tak bardzo denerwował ją to, że nie była nigdy w trwałym związku, który przetrwałby dłużej niż miesiąc? Marysia od początku nie lubiła Marka. Doskonale pamiętam to jej spojrzenie, gdy go spotkała po raz pierwszy. Marek wszedł do pokoju, a gdy ona go tylko ujrzała, zaniemówiła. Wydukała później, że miło było go poznać, ale źle się poczuła i musi już iść. Właśnie teraz widziałam, jak miło było jej go poznać. Co jej w nim nie odpowiadało?! Przecież miał wszystko, czego było potrzeba przeciętnej dziewczynie, a nawet o wiele więcej. Był po prostu wyśmienity. Nawet w tej- trudnej dla mnie- sytuacji. Nie pocieszał mnie, bo wiedział, że muszę się wypłakać i sama dojść do siebie.
-Przepraszam, że zawracam ci głowę- powiedziałam, kiedy już trochę się uspokoiłam.
-Przecież wiesz,że możesz na mnie liczyć, słonko. Kiedy ty cierpisz, także i moją duszę coś rozrywa od środka.
Przytuliłam go mocniej do siebie. Byłam już teraz w pełni spokojna. Wiedziałam, że tym przeklętym płaczem nic nie poradzę.
W ciągu piętnastu minut opowiedziałam Markowi o całej tej sytuacji, a on tylko mocniej mnie do siebie przytulił. Po chwili leżeliśmy już koło siebie i namiętnie się całowaliśmy. Tego mi właśnie teraz było potrzeba. Ramion ukochanego.
-Lepiej ci już?- spytał się po pewnym czasie, przerywając na chwile słodkie całusy.
-O wiele. Dziękuję ci za wszystko. Mam jeszcze małe pytanko.
-Mów śmiało.
-Mogłabym się przespać u ciebie?
Wytrzeszczał na mnie oczy.
-Martyna.....
Nagle zrozumiałam, jaka gafę wypaliłam.
-NIE! Nie chodzi mi o to, o czym myślisz, że mi chodziło. Mam na myśli to, że nie mogę wrócić do Marysi, a nie mam gdzie spać...
-Ah... Jasne. Łóżko jest wielkie. jakoś się pomieścimy.
Mrugnął do mnie.
Znowu zaczęliśmy się całować. Ale tym razem trwało to o wiele krócej.
-Dobranoc...- wyszeptał mi do ucha.
Położyłam się, a on koło mnie. Długo myślałam o kłótni z Marysią, aż w końcu musiałam dać za wygraną. Głowa zaczynała mnie od tego natłoku myśli boleć. Nie byłam teraz w stanie niczego postanowić. To musiało zaczekać do rana. Powieki zaczęły mi stopniowo ciążyć, aż w końcu mój umysł spowiła mgła.... Gęsta jak moje myśli.
__________________________
Trochę chyba krótszy wpis, ale rozumiecie.... Nie wiem kiedy mama wróci
Nie ma to jak ramiona ukochanego Tylko czy Martyna pozbiera się po tej kłótni??

Nowy hit :
--------------------------------
Postaram się wkrótce napisać- Gutta
  • awatar Godaja: Bardzo długa ta kara. Może mama czeka na przeprosiny? Co ci zależy? Mama to mama.
  • awatar Tu Ja: Właśnie szukam czegoś do czytania. To mi pasuje.
  • awatar ♥Kiss♥Me♥: Bosko ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jechaliśmy z Markiem samochodem. Siedziałam na fotelu koło niego i opierałam głowę na jego kolanach. Spoglądałam na niego z dołu. Wydawał się taki spięty od paru godzin. Co mu się stało? Zastanawiałam się nad tym głęboko przez parę następnych minut. Marek zatrzymał w końcu auto- byliśmy na miejscu. Podniosłam się i już chciałam wyjść z samochodu, ale coś mnie powstrzymało.
-Powiesz mi w końcu, do cholery, co się z tobą dzieje?!- próbowałam krzyknąć, ale nie mogłam przybrać odpowiedniego tonu.
-Nic- odpowiedział trochę szorstko.
-Tak, jasne. Może jak będziesz miał trochę lepszy humor, to wpadnij do mojego pokoju!- wysiadłam z pojazdu i trzasnęłam drzwiami.
Ruszyłam pośpiesznym krokiem w stronę pensjonatu. Gdy dochodziłam już do głównych drzwi, podbiegł do mnie Marek i chwycił za nadgarstek. Przytrzymał mnie zmuszając, żebym się zatrzymała.
-Przepraszam- powiedział.- Źle się trochę czuję. Głowa mnie boli. To dlatego taki jestem. Przepraszam, jeśli przez to jesteś smutna.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Naprawdę wyglądał trochę na przemęczonego. Wcześniej tego nie zauważyłam. Dopiero teraz- gdy Marka oświetlał blask księżyca- mogłam to dostrzec.
W tej chwili zdałam sobie sprawę, że musi być już bardzo późno. Zerknęłam na zegarek. Było już grubo po północy.
-Nie ma sprawy. Chodź. W torbie powinnam znaleźć jakieś środki przeciwbólowe.
Wyswobodził mój nadgarstek i chwycił za rękę. Ręce miał niezwykle ciepłe w dotyku.
-Zimno ci?- spytał
-Trochę.
-Co powiesz na to, żeby pójść do mnie i napić się gorącej herbaty?
-Bardzo bym chciała, ale muszę wrócić do pokoju. Spać mi się chce i pewnie czeka na mnie... Marysia.
-Aha, no to do zobaczenia jutro- dochodziliśmy już do dużego hallu w hotelu. Zatrzymałam się przed drzwiami do mojego pokoju, a Marek poszedł dalej. Pomachałam mu na pożegnanie i otworzyłam drzwi.
W pomieszczeniu panował półmrok. Światło księżyca oświetlało lekko pokój. Zachowywałam się w miarę jak najciszej, ponieważ Marysia mogła już spać. Nie chciałam jej budzić.
-Popatrzcie kto raczył się pojawić- rozległo się gdzieś zboku.
Jednak nie spała.
-Co cię ugryzło? Byłam z Markiem na koncercie. Mówię ci był bombowo. A nie zgadniesz kogo....
-To fajnie, że się świetnie bawiłaś ze swoim Mareczkiem olewając, już zresztą kolejny raz, swoją przyjaciółkę.
-Nadal nie rozumiem o co ci chodzi- usiadłam na swoim łóżku.
Rzuciła czymś w moim kierunku. Były to trzy kartoniki. Podeszłam do okna, żeby móc przeczytać co na nich pisze. gdy to odkryłam zmroziło mnie.
-O.... Na śmierć zapomniałam!!! Miałyśmy iść do kina!
Podbiegłam do niej i przytuliłam ją.
-Przepraszam, zapomniałam. Marek podjechał po mnie i od razu zabrał mnie na koncert. Może pój....
Wyrwała mi się.
-Mam gdzieś twoje przeprosiny! Nie jesteś już taka sama, jak kiedyś. Teraz masz w głowie tylko tego Marka. Czemu do niego teraz nie pójdziesz?! Co?! Ty moja zakichana przyjaciółko!
Wzięłam sobie do serca jej słowa. Zapomniałam o naszym wypadzie do kina, ale przecież próbowałam ją przeprosić!
-A, wiesz co? Właśnie tak zrobię.
Nie próbowałam na nią krzyczeć. Po prostu się podniosłam i wyszłam. Gdy zamykałam drzwi usłyszałam ciche łkanie. Chciałam zawrócić, ale było już za późno. Byłyśmy pokłócone i zanosiło się na to, że nie tak prędko padniemy sobie w ramiona. Ruszyłam pewnym krokiem w stronę pokoju Marka.
Zapukałam niepewnie. Czekałam chwilkę i nasłuchiwałam. Po chwili usłyszałam kroki i ujrzałam głowę mojego chłopaka. Gdy zobaczył, że to ja, otworzył drzwi na całą szerokość. Miał zdziwioną minę. I to właśnie ten wyraz twarzy spowodował, że wybuchłam. Skumulowało się przecież we mnie tle emocji: szczęście, smutek, radość, podekscytowanie, czarną rozpacz.
Wybuchłam płaczę i wtuliłam się w klatkę piersiową Marka...
____________________
Nie lubię kłótni... Nawet bardzo.
Ona sprawia, że pewnego dnia możemy mieć wspaniałego przyjaciela, a drugiego już nie. Zupełnie tak, jak w tym przypadku. mam tylko wielką nadzieję, że wszystko się jakoś poukłada...

Całkiem nie tak dawno usłyszałam tą piosenkę. Od razu wpadła mi w ucho. Idealna na wakacje! Ja niestety siedzę w domu... A Wy, gdzie pojechaliście, albo pojedziecie?
Zapraszam:
 

 
-----------------------------------
A teraz chwilka wyjaśnienia. = )
Chcąc, aby te opowiadania nabrały trochę koloru postanowiłam wprowadzić nową rzecz. Co parę wpisów wypowiadać się będzie ktoś inny. A tym kimś będzie.... chłopak Daniel . Chodzi mi o to, że narratorem będzie on zamiast Martyny. I mogę Wam zagwarantować, że ten facet nieźle namiesza w życiu Martyny i Marka. Oto przykładowy taki wpis.
-----------------------------

Mam na imię Daniel. Wcale nie tak dawno skończyłem szesnaście lat. Jeśli chodzi o mój wygląd, to mogę powiedzieć tyle, że mam zielone oczy i lekko kręcone, półdługie, blond włosy. Nie lubię zbyt bardzo o sobie opowiadać, więc musicie się ograniczyć do tego skromnego opisu. Chciałbym przedstawić Wam historię, która mi się przydarzyła. A była to wspaniała przygoda...

Skończył się rok szkolny i rozpoczęły długo oczekiwane wakacje. Mieszkam w Łebie, więc właściwie nie chciałem nigdzie wyjeżdżać. Wystarczało mi morze i słońce. A już na myśl o wspaniałych panienkach chodzących w bikini po gorącym jak one piasku rozpalała moją duszę. Chodziłem więc tak często po plaży rozkoszując się widokiem ślicznych lasek, lecz znudziło mi się to w końcu. Zacząłem coraz częściej spędzać czas w domu przed komputerem rozmawiając z moim kumplem- Radkiem. Jemu także się strasznie nudziło, ponieważ nigdzie nie pojechał. Bardzo się ucieszyłem, kiedy oznajmił mi, że wygrał dwa bilety na koncert Rocka. To była idealna okazja, żeby się zabawić. Zawsze kręcił mnie Rock i Metal. Grałem od dwóch lat na elektryku, a perkusja nie była mi obca. Lubiłem się odprężać wśród dźwięków bębnów.
Nic więc dziwnego, że zgodziłem się z nim pójść na ten koncert. A szczególnie, że mieli się pojawić goście z Linkin Park.
Kumpel po mnie przyjechał o szesnastej i pojechaliśmy. Dotarliśmy trochę przed czasem, więc kupiliśmy po piwie i wypiliśmy, żeby się trochę rozgrzać. Gdy zauważyliśmy, że zbierają się już tłumy, zajęliśmy swoje miejsca i czekaliśmy na Show. Coraz więcej ludzi się pojawiało. Miejsce koło mnie było puste. Miałem nadzieję, że usiądzie tu jakaś fajna dziewczyna. Byłem przecież specjalistą w podrywaniu. Moje marzenie się spełniło. Koło mnie usiadła piękna wysoka dziewczyna. Miała brązowe włosy, błękitne oczy i wielkie okulary, które dodawały jej uroku. Od razu wpadła mi w oko. Pomyślałem sobie, że będzie z nią niezła zabawa, kiedy ją zdobędę. Posmutniałem jednak, gdy zauważyłem, że nie była sama. Przyszedł z nią jakiś blondasek. Kurde! Czemu ja mam takie szczęście do zajętych dziewczyn.
Koncert się w końcu rozpoczął. Jednak nie mogłem się już dobrze bawić. Myślałem ciągle o tej dziewczynie z boku. Była taka piękna. Nigdy kogoś tak cudownego nie widziałem. Pomyślałem sobie, że nie obchodzi mnie to, jak to zrobię, ale ona musi być moja. Jeszcze mnie pokocha.
Nagle dziewczyna się poderwała. Na scenę wszedł zespół Nickelback. Chyba była jego wielką fanką. Gdy poleciały pierwsze nuty piosenki zaczęła śpiewać razem z wokalistą. Nie miała do tego talentu, ale tym bardziej mi przypadła do gustu. Melodie przemijały, zaczynały się nowe, a ta laska ciągle nie miała dość. Zmroziło mnie. Pocałowała tego faceta koło niej! Chciałem już mu przywalić, ale się opanowałem. Nawet go nie znałem. Co by sobie pomyślała o mnie ta dziewczyna?! Że uciekłem z psychiatryka. Gdy migdalili się tak do siebie, poczułem jeszcze większą chęć, aby jemu ją odbić. Jak nie w ten sposób, to w inny. Co jak, co, ale na flircie to ja się znałem doskonale.
___________________________
Myślę, że Daniel zrobi niezłe zamieszanie w życiu Martyny, a Wy? Co sądzicie?

Zapraszam na muzyczkę :
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Stałam tak i nie mogłam wykonać nawet najmniejszego ruchu.
-Hej!- przemówił lider zespołu po angielsku.
Marek szturchnął mnie w bok, abym odpowiedziała.
-Cze-cześć.
Robiłam z siebie totalną idiotkę. Tak długo czekałam na ten moment, a teraz nie mogłam nic wykrztusić.
-Jak się masz? I jak mamy się do ciebie zwracać?- teraz natomiast przemówił Ryan.
-Mam na imię Martyna, a to jest Marek- wskazałam na mojego chłopaka.- Nie ukrywam, że trochę się stresuję.
-Wyluzuj. W końcu my jesteśmy zwykłymi ludźmi- mrugnął do mnie Chad.
Postanowiłam go posłuchać. Głupio by w końcu było tak stać jak kołek.
-Od zawsze marzyłam, aby was poznać. I w końcu moje marzenie się spełniło. Uwielbiam waszą muzykę. Jest po prostu najlepsza. Każda ma swój własny urok. Zarówno te spokojniejsze, jak i te ostrzejsze.
-Dziękujemy za taki komplement. 'Naprawdę uważam, że fanów trzeba sobie zdobywać każdą jedną piosenką. Pragnę, aby każdy jeden utwor był niezwykły. Właśnie to chcę usłyszeć...
-...I właśnie to chcemy udowodnić naszym fanom...'- dokończyłam. Był to bowiem jeden ze znanych cytatów wokalisty.
-Panowie,- powiedział Chad do pozostałych.- Mamy właśnie przed sobą prawdziwą fankę!- zwrócił się następnie w moją stronę- prawdziwy zaszczyt ciebie poznać, Martyno. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
-Wszystkie są genialne! Jednak gdybym miała wybierać, to byłaby to chyba piosenka 'Lullaby'. To była pierwsza wasza melodia jakiej słuchałam.
-Aha... A co tak bardzo w nas lubisz?- tym razem spytał Daniel.
-Właściwie to nie wiem co tak bardzo na mnie wpływa. Pan Chad ma...
-Mów nam po imieniu- uśmiechnął się.
-A więc... Chad ma wyjątkowy głos, Ryan wspaniale go e tym wspomaga. Do tego uwielbiam brzmienie bębnów. A to wszystko świetnie eksponują gitary. Istna bajka...
Czułam się coraz bardziej rozluźniona.
-A czym się interesuje, taka inteligentna osoba, jak ty?- spytał Mike, który dotąd siedział cicho.
-Cóż... trudno to powiedzieć... Mam chyba artystyczną duszę. Piszę różnego rodzaju opowiadania, maluję obrazy i oczywiście gram na gitarze klasycznej. Planuję niedługo przenieść się na elektryczną. Uwielbiam muzykę. W moim pokoju ciągle lecie jakaś piosenka.
-Jesteś wyjątkową osobą...
Poczułam, że chłopaki z zespołu mnie polubili.
-Może nam coś zagrasz?- spytał Chad.
-Och... No dobra- uśmiechnęłam się.
Podali mi gitarę, a ja zaczęłam się zastanawiać, co mogę im zaprezentować. Wybór mój padł na 'This Afternoon'. Poleciały pierwsze nuty, a mężczyźni zaczęli się śmiać z tego, jaki repertuar wybrałam. Daniel zaczął stukać w bębny, a Chad podśpiewywał. Bawiłam się tak świetnie. Muzyka wypełniła całą moją duszę. W końcu jednak piosenka dobiegła końca. Zaczęliśmy wszyscy klaskać. Marek także.... Jezu! Zupełnie zapomniałam, że on tu jest. I czemu się tak nie odzywał? Myślałam, że lubił zespół Nickelback.
-Bardzo miło się nam z tobą rozmawiało. Cyba się ze mną zgodzicie, chłopaki?
-Jasne- odpowiedzieli Ryan, Daniel i Mike.
-Szkoda, że musimy już jechać. Co powiecie na wspólne zdjęcie?
Wszyscy się zgodzili. Objęliśmy się, a Marek zrobił nam zdjęcie. Później, za aparatem stały kolejne osoby. Było naprawdę świetnie. Trochę posmutniałam, że spotkanie dobiegało końca, ale doskonale wiedziałam, że wkrótce czeka mnie wspaniała zabawa z Markiem.
Chad podszedł do mnie.
-Poczekaj!- wziął kartkę, chwycił długopis i coś na niej zapisał. Podał mi ją. - napisz czasem. Masz wspaniałą osobowość i naprawdę to doceniamy. W przyszłości na pewno zostaniesz kimś wielkim.
-Dziękuję. I dziękuję, że zgodziliście się ze mną porozmawiać.
Na kartce był zapisany adres e-mail.
Nadszedł już niestety czas na pożegnanie. Wszyscy po kolei uścisnęli mi ręce. Musieliśmy już iść. Pomachałam im jeszcze parę razy i wyszliśmy. Gdy trochę się oddaliliśmy, wyszeptałam do Marka:
-Dziękuję ci z całego serca. Kocham cię.
Nie odpowiedział.
-Czemu się nie odzywasz? Nie cieszysz się, że ich poznałeś?
-...Oczywiście, że się cieszę.
Nie wiem, czy mi się to tylko wydawało, ale wypowiedział to chyba z lekkim sarkazmem.
-Skarbie- powiedziałam i stanęłam przed nim. - Kocham cię jak nikogo innego.
Nachyliłam się i go pocałowałam...
___________________________
Świetnie poszło to spotkanie...
Mam taki pomysł tyczący się dalszego ciągu powieści- żeby nie było aż tak bardzo nudno. Ale... przekonacie się o tym w dalszym wpisie.
 

 
Do ostatniej sekundy nie mogłam uwierzyć, że to prawda. Dopiero gdy zasiedliśmy z Markiem na wielkiej widowni, a z głośników popłynęły nuty pierwszej piosenki poczułam, że mój sen miał się właśnie spełniać. Po pierwsze byłam tu z moim ukochanym chłopakiem, a po drugie miałam na własne oczy ujrzeć zespół Nickelback! Marek zrobił dla mnie tak wiele. Kategorycznie nie zasługiwałam na jego miłość. On robił mi tyle niespodzianek, a ja nie mogłam się m w żaden sposób odwdzięczyć.
Koncert był wspaniały. Usłyszałam piosenki nieznanych mi dotąd zespołów i wpadły mi one w ucho. Oczywiście repertuar Linkin Park i Guns'n'Roses znałam od dawna. Bo przecież kto nie zna takich hitów jak na przykład 'Burn it down'?
Wsłuchiwałam się w kolejne melodie i coraz świetniej się bawiłam. Podśpiewywałam trochę bardziej mi znane piosenki i cieszyłam się do granic możliwości, że mam takiego chłopaka jak Marek. Był on najbardziej wyjątkowym facetem na świecie. Byłam bardzo podekscytowana, że zabrał mnie na ten koncert. Na bardziej spokojnym kawałku pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się do mnie.
-Podoba ci się?- spytał
-Jest nieziemsko. Jesteś najlepszy ze wszystkich. Kocham cię!!!- przekrzykiwałam muzykę.
I tak mijały kolejne sekundy, minuty, godziny. Aż w końcu nadeszła ta wielce oczekiwana chwila. Na scenę wyszedł komentator i zapowiedział:
-A teraz... zespół... na który wszyscy czekali!!! Zapraszamy na scenę NICKELBACK!!!
Tłum zaczął krzyczeć, a ja się do tego dołączyłam. Nie mogłam się powstrzymać przed okazaniem moich emocji.
Na scenę wkroczyło czterech muzyków. Ryan, Daniel, Chad i Mike. Byłam w siódmym niebie. Oczy mi się zaszkliły. Wokalista podszedł do mikrofonu i przemówił:
-Witajcie! Będziemy dzisiaj dla was grać!!! Co powiecie, aby na początek przedstawić Wam utwór 'This Afternoon'?!- mówił oczywiście po angielsku. Ale ten język nie sprawiał mi problemów.
Widownia zawrzała.
Owy kawałek nie był rockowy, ale przecież wielkie zespoły nie zaczynały od razu od czegoś ostrego. Chad chwycił gitarę i rozległy się pierwsze nuty utworu. A do tego, gdy usłyszałam nieziemski głos wokalisty, zbiło mnie z nóg. Łzy mi popłynęły na dobre z oczu.
Boże, czemu ja tak często płaczę?! Ale nic nie mogłam poradzić. Moje marzenie się właśnie spełniło. Znałam na pamięć teksty piosenek tego zespołu, więc razem z resztą śpiewałam na całe gardło, nie przejmując się tym, że nie mam specjalnego talentu.
I tak czas płynął a ja byłam coraz bardziej szczęśliwa. Później zagrali takie utwory jak 'Lullaby', 'When We Stand Together', 'If Today Was Your Last Day'. Następnie przeszli do bardziej Rockowych kawałków: 'This Means War', 'Bottoms Up'.
Zasłuchałam się w tych utworach. Po dobrych dwóch godzinach Chad przemówił znowu do mikrofonu:
-Musimy już niestety kończyć! Bardzo Wam dziękujemy! Byliście wspaniali! Nigdy nie mieliśmy do czynienia z tak wyśmienitą widownią! Mamy nadzieję, że zapamiętacie ten koncert równie dobrze jak my. Uważam, że muzyka jest pięknem i sztuką. Jest ona odpoczynkiem od dnia codziennego, bo przecież z muzyką można odpłynąć do zupełnie innego świata! Nie zapomnijcie o tym! Dzięki!- po tych słowach zaczął oddalać się wraz z resztą zespołu.
Było mi trochę smutno, że nie mogę ich już posłuchać, ale równie mocno się ekscytowałam, że może poznam tych chłopaków na własne oczy.
Marek powiedział do mnie:
-Idziemy? Jeśli się nie pośpieszymy to za pięć minut nie przebijemy się przez te tłumy.
-Dobra- odpowiedziałam po chwili.- Chodźmy.
Zaczęliśmy się przepychać między ludźmi kierując się w stronę schodów. Dopadały nas różne obelgi, że nie mamy za grosz kultury, ale to się teraz dla mnie nie liczyło. Szliśmy coraz szybciej, ponieważ tłum zaczął się już przerzedzać. Przy schodach stały już tylko pojedyncze grupki ludzi. Zeszliśmy na dół i skierowaliśmy się za kulisy. Gdy spojrzałam w dal, na parking, zauważyłam, że niektóre zespoły opuszczały już amfiteatr i odganiały się od ludzi, próbując dotrzeć do swoich samochodów. Szczerze współczułam tym sławnym gwiazdom. Musieli się od tych wszystkich fanów odganiać. Ale rozumiałam także tych ludzi. Nie często miało się taką okazję. Dochodziliśmy coraz bliżej, aż natknęliśmy się na jakiegoś pana. Marek trochę z nim porozmawiał, ale do mnie nic już ie docierało. Facet wskazał nam drogę i poszliśmy dalej. Staliśmy już przed wejściem na kulisy. Ścisnęłam mocniej rękę Marka. Bardzo się bałam, co się wkrótce wydarzy. Najciekawsze było to, że po chłopaku nie było widać, aby się stresował.
-Gotowa?- spytał.
Skinęłam lekko głową. Marek nacisnął klamkę i robiąc jeden duży krok weszliśmy do dużego pomieszczenia. Przy jakimś małym stoliku siedziały osoby, które tak bardzo chciałam poznać. Byłam zszokowana. Mężczyźni podnieśli głowy i spojrzeli na nas, po czym uśmiechnęli się szeroko...
_______________________
Trochę mi się ten wpis przedłużył. Brak weny i takie tam
Dałabym się pokroić za to, aby się znaleźć na miejscu Martyny
Ciekawa jestem, jak będzie przebiegła rozmowa dziewczyny z zespołem

Zapraszam Was teraz do wysłuchania piosenki, która została stworzona pod koniec roku 2011, ale jest chyba nadal popularna:
  • awatar Modajestrendy<3: świetny wpis jak zawsze a piosenke pamiętam i mi sie nadal podoba :)
  • awatar laPadrone: hej hej:) chętnie bede czytała Twoje opowiadania, tylko że różowość tła trochę razi i ciężko się czyta.. ale jestes naprawde dobra:) pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Byłam już na miejscu. To właśnie na ten parking miał podjechać Marek. Zapewnił mnie trzy razy, że się nie spóźni i za najdalej dziesięć minut się zobaczymy.
Marysia została w pokoju, twierdząc, że nie ma ochoty się z nim witać. Czemu oni tak bardzo się nie lubili? Wszystko komplikowali. Najbardziej obawiałam się tego, że pewnego dnia będę musiała wybrać pomiędzy przyjaźnią a miłością. A wtedy- tak czy siak- jedną osobę zranię. Faktycznie, Marek był poniekąd także moim przyjacielem, ale to nie to samo. Smutno mi tak było o tym myśleć, więc zajęłam się wypatrywaniem czerwonej Toyoty. Marek miał już prawo jazdy i właśnie takim pojazdem się poruszał.
Ciągle nie mogłam się przyzwyczaić, że mój chłopak jest ode mnie starszy o dwa lata, chociaż właściwie nie to się liczyło w naszym związku.
Wciąż patrzyłam na pobliską ulicę nie mogąc się już doczekać. Mijało mnie tysiące różnych samochodów, ale w żadnym nie dopatrzyłam się tego właściwego. Tata uczył mnie kiedyś marek aut.
Z nudów i zniecierpliwienia przysiadłam na murku i zaczęłam nazywać przejeżdżające samochody:
Czerwony fiat, niebieska skoda, czarne audi, granatowa honda, srebrne volvo, czerwona toyota, zielone.... CZERWONA TOYOTA?! Od razu poderwałam się na nogi i zaczęłam machać w kierunku samochodu. Zza na wpół odsłoniętej szyby uśmiechnął się do mnie łobuzersko Marek. Zjechał do zatoczki parkingu nie patrząc gdzie zatrzymuje samochód. Wysiadł z pojazdu, podbiegł do mnie pośpiesznie i porwał mnie w ramiona. Śmialiśmy się jak opętani. Ja ciągle wirowałam w powietrzu a Marek krzyczał na całe gardło jak bardzo mnie kocha.
-Opanuj się idioto!- krzyknęłam śmiejąc się
Postawił mnie na ziemi i powiedział:
-No ale chyba tego idiotę kochasz?
-Nad życie.
Wziął twarz w swoje ręce i zaczął przysuwać swoją twarz do mojej. Po chwili nasze wargi się zetknęły i Marek mnie pocałował. Tak namiętnie nigdy tego nie robił.
-Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo za tym tęskniłem.
W odpowiedzi pocałowałam go jeszcze raz.
-Marek, kocham cię.
Wypuścił mnie w końcu z objęć, wplótł palce pomiędzy moje i ciągnąc lekko za sobą poprowadził mnie do samochodu.
-Chyba jesteś ciekawa swojej niespodzianki? Chodź, musimy dojechać na miejsce o siedemnastej, a troszkę się tam jedzie.
-Gdzie ty mnie znowu zabierasz?
-Będziesz w siódmym niebie, kiedy się dowiesz- odpalił auto i ruszył.
-Maciuś, powiedz mi o co chodzi.
Posłałam słodkie oczka w jego kierunku. Spojrzał na mnie.
-To jest szantaż emocjonalny! Ech... no dobra.
Sięgnął ręką do szufladki koło moich kolan. Musnął lekko moje nogi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Ze schowka wyciągnął dwa tekturowe kartonik i podał mi je.
Przyjrzałam się im. Główny napis głosił:
'Festiwal Rocku'
-Zabierasz mnie na koncert?
-Tak. Przeczytaj tą ulotkę- podał mi papierek.

'Jesteś fanem melodyjnego, nieostrego do przesady Rocka? To okazja specjalnie dla Ciebie! Ten wieczór na długo zapadnie Tobie w pamięć! Dnia 24.07.12 zapraszamy do amfiteatru w Koszalinie! Nie pożałujesz!'

Przewróciłam ulotkę na drugą stronę i kontynuowałam czytanie. Był tam spis zespołów.

1. Metallica
2. Guns'n'Roses
3. Tokio Hotel
4. Linkin Park
5. Placebo
6. The Killers
7. Green Day
8. My Chemical Romance
9. The Doors
Gwoździem programu będzie zespół.... NICKELBACK!!!

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie obejrzałam się, a już miałam całą twarz zalaną w łzach.
-Marek... Ja nie wierzę, że ty to dla mnie zrobiłeś...- wyszeptałam- To musiało cię kosztować majątek... Kocham cię, jak nikogo innego- pocałowałam go lekko w policzek.
-Nie płacz... Naprawdę to tylko drobiazg. Pomyślałem, że chciałabyś pójść. Kochanie, nie płacz- wytarł mi łzy.
Marek naprawdę to dla mnie zrobił. Zabierał mnie właśnie na koncert. Właściwie połowy tych zespołów nie znałam, ale i tak czułam się w siódmym niebie.
-Jeśli wszystko pójdzie dobrze- zaczął.- to dzisiaj poznasz osobiście Chad'a Kroeger'a, Mike'a Kroeger'a Daniela Adair i Ryana Peake.
-O czym ty mówisz?
-Eee... Jakby ci to wytłumaczyć... Mój wujek organizuje ten koncert i może jakoś załatwi twoje spotkanie z nimi.
Wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Marek, ja nie wiem jak ci się mam odwdzięczyć.
-Właściwie to możesz dla mnie coś zrobić- zatrzymał samochód na światłach.
-Powiedz. Zrobię wszystko!
-Tylko mnie kochaj- nachylił się i pocałował mnie.
__________________________
Ostatnie zdanie jest super
Za takiego chłopaka jak Marek dałabym wszystko. Szkoda, że jest na świecie coraz mniej takich facetów

Uwielbiam ten kawałek a Wy? :
  • awatar Kasia R.: Ach ty fanko pewnej fajnej książki ;) Też ją lubię ;)
  • awatar Kasia R.: a tak w ogóle, to wiem skąd to srebrne volvo, Ty ! :*
  • awatar Kasia R.: Guns'n' Roses <3 Kocham <3 So sweet ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Łatwo się było spodziewać, że na nocnym wypadzie na plażę troszkę olewałam Marysię. Bardzo chciałam, żeby nie poczuła się urażona, ale Marek podstępem wdzierał się do mych myśli. W żaden sposób nie mogłam go od siebie odgonić i chyba jakaś część mnie też tego nie chciała.
Muszę jednak przyznać, że całkiem dobrze się bawiłam. Zbierałyśmy z Marysią muszelki, szłyśmy chłodnym już trochę piasku i patrzyliśmy na zachód słońca. I pomyśleć, że dokładnie taki widok wyobrażałam sobie tydzień temu. Tyle że... w obecności Marka. Moja przyjaciółka chyba jednak była szczęśliwa mojej obecności, ponieważ ani razu nie poskarżyła się na to, jak się zachowuję. Cieszyłam się, że sprawiłam jej radość. Przecież więcej już w te wakacje mogłyśmy nie spędzać ze sobą tyle czasu. I raczej właśnie tak miało być. Miałam być tylko ja i Marek, Marek i ja. Marysia zeszłaby na dalszy tor. Wiedziałam, że niezmiernie ją tym zranię. Nie chciałam tego robić, ale wiedziałam, że to jest nieuniknione. To zaszło tak daleko, że Marek był już częścią mnie. Kiedy śmiał się on, śmiałam się i ja. Kiedy był smutna, ja także nie byłam w nastroju. Można by było nas właściwie porównać do dwóch kawałków puzzli, które pasowały do siebie idealnie, ale nie pasowały do reszty. Zupełnie tak jakby je wzięto z innego opakowania. Gdy byliśmy z Markiem razem nie zważaliśmy na to gdzie jesteśmy, wśród jakich ludzi jesteśmy. Ważny był tylko on i ja. I nasza miłość.
Marysia jednak tego nie mogła zrozumieć. Była ona typem flirciary, która poznawała na imprezie chłopaka i zakochiwała się w nim w jednym momencie. I na koniec, albo ten ktoś dawał jej kosza, albo w następnym tygodniu nie zwracała na niego już najmniejszej uwagi. Tak właściwie ona też raniła innych. Więc czemu jej było wolno robić to dziesiątki razy, a mi ani razu?
Przywołałam się trochę do porządku. Mojej przyjaciółce do teraz świeciły oczy z podekscytowania. Najwyraźniej łudziła się, że będziemy tyle ze sobą przebywać już do końca wakacji. Nie chciałam, żeby już teraz cierpiała, więc nie wywołałam jej z tego błędu. Poszłam natomiast do łazienki umyć się. Gdy wróciłam, rzuciłam się bezmyślnie na łóżko i w jednej chwili Morfeusz zabrał mnie na morze pełne snów; snów o Marku...
Następnego dnia byłam wyspana jak nigdy dotąd. Pogoda także była ładna; ładniejsza niż wczoraj. Pierwsze, o czym pomyślałam, gdy tylko się przebudziłam była myśl o tym, że za góra osiem godzin zobaczę mojego ukochanego. Aż chciało mi się śpiewać. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu z nadzieją, że przyszła jakaś wiadomość. Nie myliłam się.

'Dzień Dobry! Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem. Chciałem Cię tylko poinformować, że może uda mi się wyrobić na piętnastą. Podaj mi tylko nazwę hotelu w jakim mieszkacie, a zjawię się tam niedługo. Do zobaczenia!
P.S Mam dla Ciebie WIELKĄ niespodziankę. Na pewno Ci się spodoba.'

Gdy czytałam sms-a zwróciłam uwagę na migającą mi ikonkę telefonu w górnym rogu. Kliknęłam zieloną słuchawkę i moim oczom lista siedmiu nieodebranych połączeń od Marka! Kurczę, nie zwróciłam a to wcześniej uwagi.

'Hej, Marek Nazwa pensjonatu to 'Jantar'. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo jestem szczęśliwa. Nie mogę się doczekać niespodzianki. Za dwie godziny się zobaczymy! I przepraszam, że wczoraj nie odbierałam, ale byłyśmy z Marysią długo na plaży i nie wzięłam ze sobą telefonu. TzT <3 (Co oznaczało tyle co 'Tęsknię za Tobą''

Więc miałam jeszcze trochę czasu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że Marysi nie ma w pokoju. Pewnie poszła do kuchni po jakieś kanapki. Przegapiłyśmy w końcu śniadanie.
Nagle drzwi się otworzyły i moim oczom ukazała się moja przyjaciółka. Miałam rację. Faktycznie niosła dwa talerze. Na każdym z nich były po trzy kanapki z pomidorem i ogórkiem.
-Widzę, że humor dopisuje- uśmiechnęła się do mnie.
-Jasne! Wczoraj było super.
-Wiesz, co- zaczęła, podając mi talerz z kanapkami.- na dole widziałam ogłoszenie. W pobliskim kinie odgrywają film Madagaskar3. Pomyślałam sobie, że może poszłabyś ze mną. Zawsze lubiłyśmy takie filmy oglądać.
-O której to będzie?
-Od osiemnastej do dwudziestej. To jak, idziemy?
-Wiesz... O piętnastej przyjeżdża Marek. I napisał mi, że ma dla mnie niespodziankę... Jemu różne pomysły mogą strzelić do głowy...
-Aha- powiedziała smutno.
-Ale mam pomysł. Może pójdziemy we trójkę do kina? Niespodzianka może właściwie poczekać...- powiedziałam, żeby nie było jej smutno.
-Okej- powiedziała z ociąganiem. Widać było, że nie może się nadal przekonać do towarzystwa mojego chłopaka.- To ja pójdę zarezerwować bilety.
Wybiegła i już jej nie było. Znowu zostałam sama. Z braku czego innego do roboty zaczęłam odliczać minuty dzielące mnie od spotkania z Markiem...
________________________
Za bardzo nie wiem jaki komentarz do tej notki dać Musiałby chyba brzmieć: Marek, Marek, Marek i jeszcze więcej Marka
Może i ta notka jest trochę nudna, ale to przecież cisza przed burzą. W następnej części wkracza przecież MAREK

A teraz może jakiś bardziej Rockowy kawałek :
 

 
Przez całą drogę byłam nieobecna duchem. Ciągle myślałam o tym minionym kwadransie w moim pokoju. Było tak cudownie. Marysia swoim przyjazdem wszystko zepsuła! W głębi duszy byłam na nią potwornie zła. Jednak sama się na te wakacje zgodziłam i nie mogłam się z tego wycofać. A tak bardzo o tym marzyłam.
-Martyna co się z tobą dzieje?- spytała mnie w końcu Marysia.- Zachowujesz się bardzo dziwnie. Myślałam, że bardzo się cieszyłaś na ten nasz wyjazd. A teraz widać, że jesteś z tego powodu smutna.
-Wydaje ci się- mruknęłam i powróciłam do moich przerwanych rozmyślań.
Marysia chyba zauważyła, że nie byłam zbyt rozmowna, bo przerwała rozmowę. I właśnie za to byłam jej tak bardzo wdzięczna. Nie chciałam aby mi przerywano mój tok myślenia.
W podróży zawsze lubiłam patrzeć za okno i podziwiać rozległe widoki. Jednak teraz za żadną cenę nie mogłam się na tym skupić. Tępo wpatrywałam się w krajobrazy, ale do moja głowa nie poświęcała im żadnej uwagi.
Mój telefon zapikał krótko trzy razy. To Marek! Ustawiłam mu specjalny dzwonek. Wyjęłam pospiesznie telefon, a na moją twarz wdarł się uśmiech. Odczytałam krótką wiadomość:

'Tęsknię za Tobą, kochanie. Tak bardzo mi ciebie brakuje. Przyjadę za dwa dni. Pakuję właśnie najpotrzebniejsze rzeczy i jutro po południu wyjadę. Będę pod wieczór. Puść sygnał kiedy się już ulokujecie w pensjonacie. Zadzwonię. Kocham Cię, skarbie. '

A więc jednak musiałam czekać tylko półtora dnia. To było właśnie to, czego mi potrzeba.
-Marek jutro przyjeżdża!!!- wykrzyknęłam.
Marysia od niechcenia odwróciła się w moja stronę.
-Aha. Fajnie wiedzieć, co ci poprawia humor. To Marek- była na mnie chyba zła.
-O co ty się obrażasz?! Przecież wiesz, że Marek jest dla mnie najważniej... To znaczy... Ty też jesteś dla mnie bardzo ważna, ale...
-Okej, nie tłumacz się już. Przepraszam, ale chyba idę spać.
-Ale, Marysia...
Nie kontynuowałam rozmowy dalej. Moja koleżanka się właśnie na mnie obraziła. Ale przecież mówiłam prawdę. Marek stał się dla mnie ważniejszy. Podzielał on moje pasje, a my z Marysią bardzo się pod tym względem różniłyśmy. Ona uwielbiała imprezy, a ja byłam bardzo nieśmiała. Ona lubiła grać w męskie sporty, a ja miałam artystyczną duszę. Mogłam tak wyliczać bez końca. Potrafiła mi jednak pomagać w każdej sytuacji. Ale dla mnie to było trochę za mało. W głębi serca poczułam, że nie jesteśmy już takimi prawdziwymi przyjaciółkami jak kiedyś. Teraz dla mnie liczył się przede wszystkim Marek. To on czynił moje życie pełnym. Tylko w jego towarzystwie mogłam być w pełnie sobą. A zachowanie mojej 'przyjaciółki' zmuszało mnie do udawania kogoś, kim nie byłam w rzeczywistości.

Po pięciu godzinach jazdy dotarłyśmy na miejsce. Marysia się do mnie nadal nie odzywała ani słowem. Szczególnie to mnie to nie obchodziło. Nie moja wina, że nie polubiła Marka. Zastanawiałam się jednak, dlaczego. Przecież on był taki cudowny. Nigdy nie spotkałam takiego romantycznego, przystojnego i wrażliwego faceta. Był on moim ideałem i nie zamieniłabym go na nikogo innego. Tęskniłam za nim z minuty na minutę coraz bardziej. Za nim i za jego jakże delikatnymi ustami. Marek był moim narkotykiem. 'Spróbowałam' go i nie byłam w stanie się mu oprzeć.
Zaniosłam bagaż do mojego pokoju. Rzuciłam go bezmyślnie na podłogę i obejrzałam pobieżnie pomieszczenie. Pokój jak pokój. Ściany pomalowane na miętowo, szafa z wieszakami na ubrania, dwa łóżka, szafki nocne z lampkami, drzwi prowadzące do łazienki i regał na książki.
-Marysia- zaczęłam- Zła jesteś na mnie?
Zapadł cisza...
-Zła to może nie, ale wtedy w samochodzie mi się strasznie przykro zrobiło- zaczęła po chwili.- Uświadomiłam sobie wtedy, że jestem na drugim miejscu.
-Przecież wiesz, że to nieprawda.
-Sama to wtedy powiedziałaś- zarzuciła mi.
Usiadłam koło niej.
-Ale nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Widzisz... Marek jest dla mnie ważny pod tym względem, że to mój chłopak. Dba o mnie, czuję się przy nim bezpiecznie. Kocham go. Ale Markowi nie mogę się ze wszystkiego zwierzyć. To ty jesteś moją przyjaciółką. On mi ciebie nie zastąpi.
Przytuliłam ją. Trochę jej nakłamałam, ale nie chciałam, żeby poczuła się urażona. Stanęło na tym, że Marysia mi wybaczyła, a wieczorem miałyśmy iść na plażę na spacer. Uznałam to za świetny pomysł. Tylko czy... zdołam choć na chwilę zapomnieć o Marku?
______________________________
Ale się narobiło! Martyna się pokłóciła z Marysią o chłopaka. Wydawałoby się na początku, że przyjaciółki łączy silna więź. A tu? BUM! W jednej chwili wszystko zburzył Marek. Oby tylko Martyna nie była zmuszona do wyboru pomiędzy Markiem a Marysią.

Zespół Flo-Rida także ma wieeelu fanów. Przypadł Wam do gustu ten kawałek?
  • awatar Modajestrendy<3: lubie tą piosenke :) a twoje opowiadanie saje sie z dnia na dzień coraz lepsze :)
  • awatar I need to be thin now: uwielbiam ta piosenke Flo Rida :) u mnie na blogu ranking top 10 ciacha wedlug mnie :D zapraszam do glosowania jeśli masz chwilke :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Siedzieliśmy u Marka i słuchaliśmy muzyki. Później odprowadził mnie do domu. Chyba coś zauważył, że czuję się onieśmielona kiedy do niego chodzimy, więc starał się ograniczać moje wizyty w swoim domu do minimum. Byłam mu za to wdzięczna. Co prawda mama mojego chłopaka mnie polubiła, ale i tak czułam się w jej towarzystwie skrępowana. marek wymyślał coraz to bardziej ekscytujące niespodzianki. Chyba podchwycił sobie to moje zdanie na temat sportów ekstremalnych i zabrał mnie na lot paralotnią. Gdy domyśliłam na co mnie zabrał na początku myślałam, że zwariował, ale widząc jego poważną minę przeraziłam się. On naprawdę chciał mnie zabrać na ten lot! Zaczęłam wtedy mówić, że nawet niech mnie nie przekonuje, ponieważ ja mam plany na przyszłość i nie zamierzam kończyć mojego życia już teraz rozbijając się o jakąś awionetkę. Dodałam jeszcze, że jeśli podejmę decyzję na temat samobójstwa, to dopiero wtedy się na coś takiego zgodzę. Jednak w końcu musiałam się zgodzić. Przekonałam się, że Marek już nie raz czymś takim latał i ma doświadczenie. Podczas tego szalonego wyczynu Marka byłam zadowolona tylko z tego, że znajdujemy się tak wysoko nad ziemią i nikt nie słyszał moich krzyków.
Lecz w końcu nadszedł dzień naszego wyjazdu. Musiałam się rozstać z Markiem na pełny tydzień. Jednak chłopak mi obiecał, że przyjedzie za równe siedem dni, a to mnie trochę pocieszało. Byłam tylko trochę zła na to, że Marysia niezbyt mojego chłopaka polubiła. Jak to wyjaśniła:
'Nie przypadł mi do gustu i tyle'. Najwyraźniej Marek pomyślał to samo o niej, ale nie chcąc mnie urazić, nie wypowiedział się na ten temat.
Spakowałam się już trzy dni wcześniej, więc w poniedziałek rano właściwie nie miałam nic do roboty. Marek przyjechał do mnie już o ósmej, żeby-jak to wyjaśnił- pobyć ze mną każdą wolną chwilę, bo ja jestem tym, co nadaje jego życiu sens. O Boże, Marek był taki romantyczny. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego faceta. Błogosławiłam to, że mój tata musiał pobrudzić ten garnitur. Inaczej bym mojego chłopaka nie poznała. Co prawda, na początku ojciec trochę zrzędził, że na chłopaka to trochę za wcześnie, ale kto by się nim przejmował? Ważne było to, co do siebie czuliśmy.
Do mojego wyjazdu pozostało ponad pół godziny. Ale my z Markiem nie marnowaliśmy go na jakieś zabobony. Leżeliśmy na moim łóżku- ona na materacu, a ja oparta o jego klatkę piersiową. Całowaliśmy się. Trudno było mi powiedzieć, czy trwało to już minutę, czy godzinę. Odpłynęłam zupełnie w tych pieszczotach. Było to dla mnie niezmiernie przyjemne. Jego pocałunek przechodził raz za razem z łagodnego, w bardziej energiczny, a ja mu się odwdzięczałam tym samym. Co jakiś czas szeptał mi czule do ucha jak bardzo mnie kocha. Wszystko by trwało w nieskończoność, gdyby nie znaczące chrząknięcie dobiegające od strony drzwi. Był to... mój tata. Speszyliśmy się bardzo. Od kiedy on tak stał w tych drzwiach?! Od razu odskoczyłam trochę od Marka, a on usiadł na brzegu łóżka. Ale to musiało wyglądać! Marek miał rozpiętą koszulę, a mi się trochę potargały włosy i przez przypadek rozpięły mi się dwa guziki w bluzce. Co sobie pomyślał tata!
-Nie chciałbym wam przeszkadzać- kiedy mówił tym tonem, to znaczyło, że właśnie przyszedł tu specjalnie po to aby nam przeszkodzić- Ale Marysia czeka już na ciebie na dole. Radzę ci się trochę pozbierać, bo wyglądasz jakbyś się nie czesała od tygodnia.
Spojrzał wrogo na Marka.
Tak, to prawda. Niezbyt go lubił. Uważał, że to za wcześnie na jakieś związki, i że przez to się opuszczę w nauce.
-Eee... tak. Poczekaj na dole.
Nie wiedział co zrobić, ale w końcu przystał na taką propozycję.
Gdy tylko wyszedł, Marek wybuchnął śmiechem.
-Z czego się śmiejesz? Wiesz jak to musiało wyglądać?!
-Wła-właśnie się z te-tego śmieję!- powiedział krztusząc się śmiechem- No ale chyba musimy dokończyć?- spytał poważniejąc.
Nie czekając na to, co odpowiem, w sekundę znalazł się tuż obok mnie. Zaczął mnie całować po szyi stopniowo wzwyż. W końcu dotarł do moich ust i razem już z całej siły poddaliśmy się pieszczotom. Nie wiedziałam jak mam wytrzymać bez pocałunków Marka przez cały tydzień.
-Naprawdę chciałabym kontynuować, ale muszę się trochę ogarnąć.
-Nie wiem jak wytrzymam bez ciebie cały tydzień.
-Niedługo się zobaczymy- pocałowałam go raz jeszcze i zeszliśmy na dół.
Jednak najpierw poprawiłam fryzurę.
Marysia znacząco na mnie spojrzała. Najwidoczniej tata nie omieszkał jej szczegółów. Zapakowaliśmy swoje bagaże na samochód rodziców Marysi piętnaście minut później siedziałyśmy już na wygodnych fotelach. Rodzice przyjaciółki mieli nas zawieźć na miejsce żebyśmy nie musiały się tłoczyć w pociągach. Mieli też po nas przyjechać za trzy tygodnie.
Patrzyłam tak w tylną szybę i machałam Markowi. Nie chciałam płakać, ale z mojego oka popłynęła łza. Już teraz za nim tęskniłam...
_______________________
Ale wpadka z tym ojcem Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że gdyby nie Marysia i Marek w pobliżu Martyna miałaby niezłą awanturę. Teraz musiała zostawić Marka i wyjechać, ale wkrótce się zobaczą. Tylko, czy dziewczyna skupi się nad wypoczywaniem z dala od ukochanego?

Teraz coś bardziej spokojnego w wykonaniu Nickelback. Równie przyjemny utwór co poprzednie. Sama właściwie nie wiem, co te muzyki czyni wyjątkowym. Czy to wspaniały głos wokalisty, czy może dobrze dobrana muzyka? Chyba wszystko naraz
  • awatar lekko nieogarnięta ♥: Super opowiadanie :D Nickelback ♥ Zapraszam ; >
  • awatar Modajestrendy<3: fajny kawałęk a opowiadanie jeszcze lepsze dziewczyno masz talent wbijaj :) a i może mnie zaobserwujesz ? oczywiście jeśli cie zainteresuje :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przez pierwsze piętnaście minut filmu nie mogłam się zupełnie skupić na fabule. Ciągle nie mogłam zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Marek mnie pocałował! Byłam z tego powodu taka szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszej rzeczy. Ten chłopak najwyraźniej mnie kochał. A ja kochałam jego. Czy było mi potrzeba czegoś więcej? A jeszcze do tego mieliśmy spędzić ze sobą wakacje! Czułam się ja w niebie. Już sobie wyobrażałam te spacery po plaży, wspólne patrzenie na zachód słońca.
Z rozmyślań wywabił mnie Marek, który ścisnął moją rękę. Nie wiedziałam zbytnio o co mu chodzi, jednak postanowiłam poświęcić uwagę filmowi. W końcu Marek wydał pieniądze na te bilety i nie chciałam, żeby myślał, że się nudzę.
Film opowiadał o tym, jak rodzina pewnej kobiety wyjeżdża na cztery dni. Poznaje ona Roberta- fotografa. Zakochuje się w nim i ma z nim romans, ale później niestety przyjeżdża mąż z dziećmi i ona musi zdecydować czy zostawić rodzinę, czy też uciec z mężczyzną, którego naprawdę kocha.
Znałam ten film na pamięć, ale i tak za każdym razem płakałam pod koniec. Tak było także w kinie. Z oczu spłynęły mi łzy. Gdy Marek to tylko zauważył, od razu otarł je wierzchem dłoni i uśmiechnął się do mnie promiennie. Do końca filmu zdążyłam się popłakać z pięć razy, a mój chłopak za każdym razem temu zaradzał.
Gdy wyszliśmy z sali kinowej powiedział:
-Jesteś bardzo wrażliwą osobą.
-Tak, to możliwe. Nie widziałam, żeby ktoś inny beczał jak małe dziecko- roześmiałam się.
Kąciki jego ust uniosły się ku górze.
-To gdzie teraz masz ochotę iść? Może chodźmy do mnie. Co ty na to?
-Zgoda.
Właściwie to nie wiedziałam, gdzie on mieszka. I nagle uświadomiłam sobie, że nie powiedział mi nawet ile ma lat. Cóż wyglądał, jakby był w moim wieku. Postanowiłam go jednak zapytać:
-Ile masz lat? Bo nie przypominam sobie, żebyś to mi kiedyś mówił.
-Hm... w sierpniu osiemnaście kończę.
-Jesteś ode mnie starszy o dwa lata!- przeraziłam się. Na tyle to zupełnie nie wyglądał.
-Ale chyba nie to jest najważniejsze, prawda? Według mnie liczy się to, co ja czuję do ciebie i co ty czujesz do mnie. Czyż nie mam racji?
Przystanął i pocałował mnie w policzek.
-Masz rację. Po prostu mnie to ciekawiło.
W ciągu piętnastu minut dowiedziałam się, że mama Marka pracuje jako kucharka w restauracji 'Salem', a jego ojciec jest biznesmenem (zupełnie jak moja mama). Dlatego też nie ma go większość czasu w domu. Ja natomiast opowiedziałam mu trochę na temat moich rodziców, o Marysi i o mich planach na przyszłość.
-Wiesz, mam taki mały 'warsztat' u siebie w domu. Maluję w nim, piszę różne opowiadania i takie tam. Ciągle się zastanawiam, co mam robić w przyszłości. Czy iść w kierunku plastycznym, czy polonistycznym. Być malarką, czy pisarką.
-Nie wiedziałem, że zadaję się z taką uzdolnioną osobą. Ja natomiast od zawsze marzyłem, aby zostać architektem i chyba rzeczywiście taki kierunek na studiach wybiorę. Od najmłodszych lat projektuję, kleję, składam. Taka złota rączka ze mnie.
-Ty się tak mi tu nie przechwalaj- powiedziałam ze śmiechem
-Dobrze, dobrze. Jak pani sobie życzy. O! Popatrz! Jesteśmy na miejscu.
Ręką wskazał wielką willę po prawo. Rozdziawiłam usta. Ten dom był taki ogromny! Miał dwie kondygnacje. Na wielki dziedzińcu był wybudowany okazały basen. A za nim schody prowadziły do ozdobionych rzeźbami po bokach drzwi. Budynek był pomalowany na biało, a na piętrze ściana była zrobiona ze szkła.
-Ty-tu-mieszkasz?!
-Ech, niezbyt lubię ten dom. Jest taki wielki. Uwierzyłabyś, że ma piętnaście pokoi, z czego tylko trzy są używane. Do tego ten basen, siłownia, sala kinowa, gimnastyczna. Mama lubi także malować. Do tego służy to oszklone pomieszczenie. Uważa, że 'tylko w takich warunkach jej dusza może się wyzwolić od dnia codziennego i stworzyć dzieło sztuki'. Takie tam gadanie.
Powoli przeniosłam na niego wzrok.
-Może wejdziemy?- spytał nieśmiało.
-Dobra- odpowiedziałam po chwili.
Dopiero teraz spostrzegłam, że Marek chodzi w markowych ciuchach najdroższych sklepów. Wcześniej to się aż tak bardzo nie rzucało w oczy. Przecież ja zupełnie do niego nie pasowałam. On musiał mieć kasy jak lodu, mógł sobie pozwolić na dziesiątki samochodów i will. A ja? Nie miałam kasy. Co prawda na wszystko nam wystarczało, ale nie mogliśmy sobie pozwolić na takie luksusy.
Jedną rzecz sobie uświadomiłam- Ja i Marek byliśmy z dwóch różnych światów.
Jednak za nim poszłam.
Wnętrze domu było równie okazałe. Rozmaite boazerie, żyrandole, a nawet i pełno luksusowego wyposażenia. Nawet nie jestem w stanie tego opisać.
-Nie pomyśl sobie, że jestem jakimś rozpuszczonym dzieckiem. Na prawdę nie lubię tego domu. Wiesz jak się czuję z myślą, że na swoim koncie mam parę naście baniek? Aż się wzdrygam na myśl. Gdy będę już pełnoletni, wezmę trochę tej forsy i kupię sobie jakiś przeciętny dom. Wtedy się dopiero będę czuł dobrze. Tych ciuchów też nie lubię- pociągnął za koszulę, jakby się chciał od niej uwolnić.
A więc jednak się myliłam. Marek nie był taki jak przed chwilą myślałam. Gdy wkroczyliśmy do jego pokoju, przekonałam się o tym na własne oczy. Wystrój był 'normalny'. Na ścianach plakaty, przy oknie biurko, a na nim laptop i lampka. Do tego regał na książki i łóżko.
-Usiądź sobie. Puszczę jakąś muzykę. Co powiesz na zespół... Train?
-Idealnie- uśmiechnęłam się.
____________________________
Cóż, Marek jest bogaty. Martyna jednak do bogaczy nie należy. Jednak chyba to nie to się liczy, a mianowicie miłość, czyż nie?

A teraz posłuchajmy utworu grupy 'Train'. Osobiście ten mi bardzo przypadł do gustu. A Wy? Macie jakieś ulubione piosenki?
Pozdrawiam- Gutta.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Leżałam na łóżku. Była już jedenasta, a ja od ponad godziny sms-owałam z Markiem. Na początek były to luźne rozmowy, ale w końcu tory zeszły na plany wakacyjne. Już bowiem za pięć dni miałam wyjechać i nie bardzo wyobrażałam sobie rozłąki z moim przyjacielem. Spotkałam się z nim już pięć razy i za każdym razem było cudownie, zabierał mnie na wędrówki po lesie, a raz nawet byliśmy nad jeziorem. Wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko. A najfajniejsze było to, że mieliśmy ze sobą tyle wspólnego! Podobnie jak ja potrafił być bardzo wrażliwy, lubił czasem jakąś ciekawą książkę poczytać i przede wszystkim uwielbiał zespół NICKELBACK!!! Czy można sobie wyobrazić lepszego przyjaciela? Nawet z Marysią nie łączyło mnie tyle cech. Cieszyłam się, że poznałam Marka. Przy nim czułam się taka wyjątkowa.

'Szkoda, że muszę jechać z Marysią nad morze. Nie będzie mnie aż trzy tygodnie! A Ty gdzie jedziesz?'

'Ja za półtora tygodnia wyjeżdżam do Łeby. Mój brat ma tam schronisko dla psów i jeżdżę w wakacje i ferie mu pomagać. Nie wiem jak bez Ciebie wytrzymam '

'DO ŁEBY?! Chyba żartujesz! My właśnie tam jedziemy! '

'Naprawdę? Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Czyli podsumowując nie będziemy się widzieć tydzień. Chyba wytrzymamy tyle Oki przyszykuj się za pół godziny wpadnę. Mam dla Ciebie niespodziankę. Mam nadzieję, że się ucieszysz. Pa pa! '

Marek miał przyjść za pół godziny?! A ja jeszcze jestem w piżamach. Trzeba się sprężać. Co prawda nie zamierzałam przygotowywać jakiegoś specjalnego stroju. Postanowiłam się przebrać w coś, w czym będę się czuła wygodnie. W końcu znając pomysłowość Marka, równie dobrze mógł mnie zabrać na lot paralotnią. Nie potrafiłam siebie wyobrazić jak to robię ubrana w sukienkę.
Piętnaście minut później miałam już wyszorowane zęby, uczesane w dwa, grube warkocze włosy, a na sobie miałam założony żółty T-shirt z Angry Birds i krótkie, jeansowe spodenki. Nie wyglądałam więc najgorzej.
Marek wpadł po mnie po dziesięciu minutach i wyszliśmy. Nie miałam najmniejszego pojęcia dokąd mnie prowadzi, więc nie mogą wytrzymać spytałam się:
-Proszę, powiedz mi, gdzie idziemy. Proszę, proszę, proszę!
-Nie- roześmiał się- Gdybym ci powiedział, nie byłaby to już niespodzianka- uśmiechnął się.
-Niech ci będzie- dałam za wygraną.
Marek wplótł swoje palce między moje i tak dalej szliśmy. Ludzie pewnie myśleli, że jesteśmy parą. Jednak nie przeszkadzało mi to.
-Lubię cię bardzo, Marek.
-Ja też. Bardzo cię lubię. Popatrz!- zmienił temat- Jesteśmy na miejscu.
Wskazał wolną ręką duży budynek, którego szyld głosił 'Kino'.
-Naprawdę zabrałeś mnie do kina? Myślałam, że wymyślisz coś równie zwariowanego jak lot paralotnią
Zaśmiał się.
-W takim razie wiem, gdzie pójdziemy następnym razem.
Uśmiechnęłam się do niego promiennie.
-W takim razie powiedz mi chociaż na jaki film idziemy.
-No dobra. Ale tylko dlatego ci zdradzę tytuł, ponieważ nie mogę oprzeć się twojemu pięknemu wyrazowi twarzy. Idziemy na 'Co się wydarzyło w Madison County'. Mówiłaś, że uwielbiasz ten film, a dowiedziałem się, że mają go tu puszczać, więc cię na niego zabieram.
Faktycznie, Marek miał rację- to był mój ulubiony film. Kino 'Silver Max' słynął z odtwarzania starszych filmów. Od dawna chciałam go obejrzeć, jednak z Marysią było to niemożliwe, ponieważ nie rozumiała, dlaczego tak bardzo lubię ten film. A samej mi się iść nie chciało.
-Marek jesteś taki cudowny!
Niespodziewany odruch sprawił, że rzuciłam mu się na szyję. Na początku nie wiedział chyba jak zareagować, ale potem mnie mocno przytulił, po pewnym czasie wyrwałam mu się z uścisku i spojrzałam mu głęboko w oczy. Marek zaczął się stopniowo do mnie przybliżać, aż w końcu jego wargi zetknęły się z moimi. Całował mnie, a ja nie mogłam się mu oprzeć. Jego energiczny pocałunek przeszedł w bardziej delikatny. Ta chwila wydawała się trwać wiecznie i chciałam aby tak było. W końcu Marek się ode mnie oderwał i promiennie się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniłam go. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że zdecydował się przed chwilą na taki krok, a z drugiej było mi niezmiernie żal, że ta chwila musiała się skończyć.
-Chodźmy- wyszeptał mi słodko do ucha.
Chwycił moją dłoń i pociągnął mnie za sobą.
Teraz wiedziałam to już na pewno- byłam w Marku zakochana po uszy...
____________________________
Ale się porobiło!
Martyna przekonała się w końcu, co do swoich uczuć, a Marek najwyraźniej je odwzajemniał.
Cóż się może stać dalej? :>

Muszę także dodać, że przy utworach Nickelback zadziwiająco łatwo się pisze.
Do zobaczenia wkrótce- Gutta
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Marek, gdzie ty mnie ciągniesz?- zawołałam ze śmiechem, gdy wkroczyliśmy na dróżkę prowadzącą do lasu- Myślałam, że mieliśmy iść do kawiarni, a okazuje się, że chcesz mnie gdzieś wywieźć. A może jesteś seryjnym mordercą?
-Kurczę, rozgryzłaś mnie- odpowiedział radośnie- A teraz, proszę mi nie marudzić i dać się prowadzić.
Bawiłam się z nim świetnie. Przez cały czas opowiadał mi kawały, rozśmieszał mnie, ale także chcąc mnie nastraszyć opowiadał straszne historyjki. Głupio mi się zrobiło, ponieważ tak naprawdę pomyślałam, że z Markiem lepiej mi się przebywa niż z... Marysią. Ona była moją przyjaciółką, ale Marek znaczył chyba dla mnie coś więcej. Czyżbym się... zakochała?
-Hallo! Ziemia do Martyny- pomachał mi dłonią przed twarzą. Strasznie się zamyśliłam i nie słyszałam jak chłopak do mnie mówi.
-Oj. Przepraszam. Mówiłeś coś?
-No wiesz co? Właśnie ci usiłuję powiedzieć, że dotarliśmy na miejsce. Zasłużyłem chyba na odrobinkę uwagi. Szukałem tego miejsca przez ostatni tydzień- uśmiechnął się słodko.
Rozejrzałam się dookoła. Znajdowaliśmy się na polance. Wokół rosły przeróżne kwiatki, a drzewa otaczające to miejsce tworzyły idealny pierścień.
Zaniemówiłam z wrażenia. Czyżby Marek szukał tego miejsca specjalnie dla mnie? Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Mimowolnie z mojego oka popłynęła łza.
-Nie podoba ci się?- spytał smutny głos z tyłu.
-Chyba żartujesz! Tu jest cudownie! Naprawdę szukałeś tej polanki tak długo?- spytałam
-Wiesz...- zaczął- Zastanawiałem się bardzo długo, gdzie by cię tu zabrać. Wpadałem w depresję, bo nic nie mogłem wymyślić. Bałem się, że będziesz się nudzić ze mną. Gdy muszę coś przemyśleć spaceruję sobie. I tak szedłem lasem i natrafiłem na to miejsce- podszedł i stanął przede mną- Ale skoro mówisz, że ci się tu podoba, to nie zostaje mi nic innego, jak tylko się cieszyć- ostrożnie wytarł mi ręką mokry policzek- No, chodźmy.
Wziął moją rękę i poprowadził na środek polany, po czym sięgnął do koszyka, wyjął koc i rozłożył go na ziemi.
-Zapraszam panią- dodał ze śmiechem, zachęcając, żebym usiadła.
Przycupnęłam, a Marek wyciągał po kolei najprzeróżniejsze rzeczy do jedzenia, a na sam koniec dwa talerzyki oraz dwie małe butelki z piciem. Podał mi jedno naczynie i napój.
-Zabrałeś mnie na piknik?- spytałam zaskoczona.
-Tak- oznajmił ze śmiechem- A co? To nie był dobry pomysł? Może pogoda trochę kiepskawa, ale nie jest chyba najgorzej?
-Jasne, że nie. Bardzo mi się podoba. Nikt jeszcze tak wiele dla mnie nie zrobił.
-Tak. A więc na co masz ochotę?- uśmiechnął się
Do wyboru miałam tyle, że mała głowa. Ciasteczka, szarlotka, jabłecznik, sernik, ciasto czekoladowe, kanapki z pomidorem i ogórkiem, pasta jajeczna. Można było wyliczać bez końca.
Widząc mój zagubiony wzrok powiedział:
-Wiesz, nie wiedziałem co lubisz, więc wziąłem wszystkiego po trochu. Osobiście najbardziej lubię sernik.
-Ja też- roześmiałam się- Marek, nie wiem czy wiesz, ale większość tego wróci z powrotem do domu. Mogłoby się tym najeść pół miasta.
-Wiem, wiem- wymamrotał i nałożył mi na talerz ciasto.
Zaczęłam jeść.
-Dręczy mnie taka jedna sprawa. Ten twój list, który znalazłam w torbie. Sformułowałeś go tak, że nie jest to możliwe, aby trafił on do mnie już w pralni...
-Ach, o to ci chodzi. No więc... Tylko nie pomyśl sobie o mnie czegoś złego... Gdy wyszłaś z pralni poszedłem za tobą... Zupełnie nie wiem co się ze mną stało, ale jeszcze nigdy czegoś takiego nie poczułem...
-Śledziłeś mnie?- wydusiłam, ledwie powstrzymując śmiech.
-Poczekaj na ciąg dalszy- poweselał, kiedy zauważył moją reakcję- A więc nie mogąc o tobie zapomnieć, chodziłem koło twojego domu i kiedy zostawiłaś torbę na dworze, wrzuciłem ci kartkę.
-A no tak! Marysia dzwoniła. To moja przyjaciółka. Musicie się poznać. A po tobie się tego nie spodziewałam- zaczęłam z poważną miną, ciągle jednak nie mogąc się uspokoić za śmiechu- Żeby taki porządny człowiek śledził bezbronną niewiastę?! To wręcz niedopuszczalne!
-Faktycznie, jestem niegodny, aby choćby się na ciebie patrzeć- uśmiechnął się szelmowsko.
I tak rozmowa się toczyło. Nigdy jeszcze tak świetnie się nie bawiłam z nikim. Nawet z... Marysią. Ale przecież na to nic nie mogłam już poradzić.
-Rozumiem, że jeśli bym na twój liścik nie odpisała, to i tak byśmy się spotkali.
-Miedzy innymi po to cię śledziłem.
-A wiesz może, że dzisiaj wypada piętek trzynastego?- zapytałam
-Tak- odpowiedział po chwili.
-Dlaczego wybrałeś taką pokręconą datę na naszą rand.... To znaczy nasze SPOTKANIE?
Kurczę! Czemu musiałam wypaplać takie słowo w towarzystwie Marka?!
-Czemu to robisz?- spytał speszony po chwili.
-To, to znaczy co?- spytałam nieśmiało.
-Czemu boisz się wypowiedzieć słowo 'randka'? Według mnie TO JEST randka. Wybacz, ale może inaczej to odbieram niż ty, ponieważ... mi się podobasz.
-Na-naprawdę?
-A myślisz, że dlaczego za tobą chodziłem jak ostatni wariat?- bałam mu się spojrzeć w oczy, więc pochyliłam głowę, ale i tak czułam jego spojrzenie na sobie.
-Nie wiem.
-W takim razie przed chwilą się dowiedziałaś.
Ujął moją twarz w obie ręce i podniósł ją tak, abym mogła mu spojrzeć w oczy.
-Martyna, podobasz mi się. I to bardzo.
-Ty mi też, ale nie to chyba nie jest miłość- powiedziałam i zmieniłam szybko temat- A ty ciągle mi nie odpowiedziałeś na pytanie związane z dzisiejsza datą.
Zmartwił się trochę, że zmieniłam temat, ale w końcu odpowiedział:
-To głupie. Będziesz się śmiała, więc nie powiem.
-Powiedz.
-Nie.
-Proszę.
-Nie, nie, nie!
-Mam cię błagać na kolanach?- udałam, że mu grożę
-Uch, no dobra, ale się nie śmiej.
-Obiecuję.
-A więc, tak myślałem, że w ten dzień ma się pecha. I jeśli byśmy się spotkali i nic tragicznego by się nie stało, to znaczy, że jesteśmy sobie... pisani.
Ledwie powstrzymywałam śmiech.
-Miałaś się nie śmiać!- udał naburmuszonego.
-Oj, przepraszam!
Jednak oboje już się śmialiśmy leżąc na ziemi.
-Wiesz co- zaczęłam, kiedy się już odrobinkę uspokoiłam- Myślę, że możemy się spokojnie spotykać.
-Też tak uważam. To kiedy się spotkamy?
I właśnie wtedy komórka zaczęła mi wibrować. Wyjęłam ją z kieszeni, żeby się przekonać kto to.
-Tata?- powiedziałam zdziwiona i odebrałam:
-Halo?
-Możesz mi powiedzieć, która jest godzina?
Spojrzałam na wyświetlacz.
-Wpół do siódmej. Chyba mi nie powiesz, że mam wracać o tak wczesnej porze?
-Nie, tego nie powiem, ale do pracy mogłaś pójść
-O nie! Zapomniałam!
-Wersja jest taka, że jesteś chora i w środę nie przyjdziesz- przerwał mi.
A więc mnie usprawiedliwił przed Nowakami (u których pracowałam)
-Dzięki, tato! Niedługo wrócę. Pa!- rozłączyłam się.
-Cholera!- powiedziałam- muszę wracać.
-Co się stało?- spytał Marek
-Zapomniałam do pracy pójść.
Pomogłam mu sprzątnąć. Marek odprowadził mnie pod same drzwi domu.
-No, to cześć!- powiedział i nie wiedząc zbyt bardzo co zrobić, pocałował mnie w policzek.
-Pa! Napisz do mnie.
-Okej, nie zapomnę- uśmiechnął się i odszedł w ciemną noc, a wieczorem, gdy szłam już spać przyszedł sms:

'Miłych snów '
_______________________
A więc jak widzimy piątek trzynastego nie zawsze obowiązuje. Dodając:
Mojemu koledze urodziła się siostrzyczka w piątek trzynastego
Tak więc przesądy nie zawsze się sprawdzają

Tym razem może inny zespół. Co powiecie na Linkin Park?

P.S Jak pewnie zauważyliście pojawiło się moje logo. Podoba się Wam, a jeśli nie to co w nim zmienić?
Pozdrawiam
--
Gutta
 

 
Nareszcie nadszedł ten wielce oczekiwany dzień! Piątek...
-...trzynastego?!- wykrzyknęłam rozgniewana patrząc w kalendarz- Co?! No, po prostu Marek nie mógł wybrać lepszego dnia!
Postanowiłam jednak nie przejmować się tym aż tak bardzo (o ile to było możliwe). Może spotkanie jednak wypali...
Przypatrywałam się kompletom ubrań, które zostały rozłożone na łóżku. Pierwszy z nich składał się z krótkich, jasnych spodenek i pomarańczowego T-shirtu. W skład drugiego, bardziej wyluzowanego wchodziły czarne pumpy oraz luźna bluzka. Natomiast komplet trzeci to: rurki i biała tunika. Miałam też do wyboru czerwoną sukienkę. Zupełnie nie wiedziałam co wybrać. Marysia nie mogła mi w dokonaniu wyboru pomóc, ponieważ musiała jechać do cioci. No cóż, byłam zdana tylko na siebie. Zestaw II został praktycznie od razu wyeliminowany. A sukienka? Nie chciałam robić wrażenia, że to 'spotkanie' biorę tak zupełnie na poważnie. Zależało mi bardziej abym traktowała je jako normalny wypad z kumplem. Teraz musiałam zdecydować, czy wybrać zestaw z krótkimi spodenkami, czy z rurkami. Wyjrzałam za okno. Chmury! A więc, zestaw I odpadał. Eh... taka pogoda to zły omen. Ale zgodziłam się na spotkanie (przez gardło nie chciało mi przejść słowo 'randka' i teraz nie mogłam się z tego wykręcić.
Była godzina czternasta. A więc miałam jeszcze trochę czasu. Wstałam z samego rana, dlatego zdążyłam już umyć głowę (na tę okazję kupiłam specjalnie nowy szampon, który czynił, że moje włosy pachniały słodką truskawką), czy chociażby pomalować paznokcie na kolor turkusowy. Biżuterii na tą okazję postanowiłam nie zakładać. Oczywiście oprócz medalika w kształcie serduszka od Marysi, który nosiłam zawsze. Malować się nie zamierzałam. Nie należałam do dziewczyn noszących kilogramy tapety na twarzy. Zresztą, pomyślałam, powinnam się spodobać Markowi taka, jaka jestem naprawdę. Skromna dziewczyna, która w dobrym towarzystwie lubiła zaszaleć.
I w ten oto sposób, około wpół do trzeciej byłam w zupełności gotowa do wyjścia. Nałożyłam jeszcze tylko połówki, popryskałam się perfumami i wyszłam.
'Merkury'. Była to malutka kawiarnia na rogu ulicy Marszałkowskiej.
Zupełnie tak, jak przy wypadzie do pralni, odpłynęłam. Co prawda nie dzięki muzyce, ale jednak to to samo.
Zaczęłam myśleć o wszystkim co się wydarzyło w ciągu ostatniego miesiąca. Bądź, co bądź, ale od pierwszego spotkania z Markiem minęły równiusieńkie trzydzieści dni. Przypomniałam sobie treść listu chłopaka (tyle razy go czytałam, że zdążył mi utkwić w pamięci). I nagle coś sobie uświadomiłam. Marek użył sformułowania 'Nie mogę o tym spotkaniu zapomnieć', co oznaczało, że to niemożliwe, aby tą kartkę wrzucił mi do torby już w pralni. Przecież nie był jasnowidzem i nie mógł wiedzieć, jak bardzo utkwi mu w pamięci spotkanie. Owy list musiał trafić do mojej torebki po tym całym zajściu. Lecz tak właściwie nie miałam zamiaru nad tym teraz rozmyślać. Postanowiłam o to spytać Marka przy najbliższej okazji. I właśnie takowa się nadarzyła.
Po drugiej stronie ulicy zauważyłam chłopca. Przez brzuch z zawrotną prędkością przeleciało stado motyli. Czyżby Marysia miała rację? Zakochałam się? Szybko jednak odgoniłam od siebie tę myśl, ponieważ Marek podniósł na mnie wzrok a kąciki jego ust uniosły się gwałtownie ku górze. Nagle zauważyłam, że trzyma w ręku koszyk. Przeszłam przez jezdnię i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Cześć! Och mój Boże. Od tygodnia o niczym innym nie myślałem, tylko o tym, kiedy ten piątek nadejdzie!- zawołał podekscytowany.
Zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy usłyszałam jego głos. Był taki mocny, aksamitny. Zupełnie odpływałam w jego słowach.
-Hej!- przez gardło nie było mi w stanie przejść nic więcej.
Nadal się do mnie ciepło uśmiechał.
-To co? Idziemy?
-Jasne. Tylko... po co ci ten koszyk?
-Za mniej-więcej dziesięć minut się przekonasz- wyciągnął w moją stronę dłoń, dając do zrozumienia, abym ją chwyciła i poszła za nim.
Zadowolona z tego gestu (ale także troszeńkę onieśmielona) ujęłam jego dłoń.
-Chodźmy- zgodziłam się.
____________________________

Tym oto wpisem rozpoczyna się 2 rozdział. Spójrzcie na tajemniczy tytuł. Czy randka Martyny i Marka będzie udana, czy też może nie?
I po co Markowi ten koszyk? Hm...
Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do czytania.

A teraz tradycyjnie utwór w wykonaniu Nickelback:

Pozdrawiam
--
Gutta
  • awatar Gość: Podejrzewałam, że się nie pacykuje odkąd przeczytałam, że nie uważa się za ładną i nie ma chłopaka.
  • awatar laPadrone: świetne to jest:) sama miałam motylki w brzuchu czytając to, ile masz lat? jesli moge zapytac:) hm.. piszesz tak lekko.. jakbys rozmawiala z kolezanka i to jest super:) chętnie przeczytalabym twoja książkę na papierze:) poszukaj wydawcy!
  • awatar I like it . ! ; pp: świetne .. ! ; pp
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie spałam całą noc. Ciągle myślałam o tym liściku. Marek- a więc to tak się nazywał. Gdy tylko pomyślałam o tym imieniu, przez brzuch przelatywało mi miliony malutkich motylków. Ciągle jeszcze nie wiedziałam, czy do niego napisać. Z jednej strony o tym marzyłam. Ale z drugiej- co będzie jeśli Marek się okaże zwykłym podrywaczem? Jednak, gdy przywoływałam w pamięci jego jakże uroczą twarz, nie mogłam nawet sobie czegoś takiego wyobrazić. Marek podrywaczem? Skąd! W głowie się nawet nie mieści.
I tak właśnie przez całą noc myślałam o tym, czy napisać do niego. Rozważałam wszystkie za i przeciw. Tak właściwie, tych 'za' było pięć razy więcej.
Następnego dnia byłam bardzo niewyspana. Oczy kleiły się mi się, wymuszając sen. Jednak ja miałam coś o stokroć ważniejszego niż udanie się na spoczynek. Gdy tylko stwierdziłam, że nadeszła odpowiednia pora (siódma czterdzieści siedem), chwyciłam za telefon i zaczęłam pisać wiadomość (nie byłam w stanie zadzwonić). Jednak cokolwiek napisałam, po minucie kasowałam. Mój tok myślowy nie był w stanie sformułować dostatecznie dobrej wiadomości. Bo co miałam napisać? Że mi się spodobał? Że go polubiłam, chociaż go nie znam? Czy po prostu, że chętnie się z nim umówię? Eh... Czemu w życiu musi być tak trudno? Po pewnym czasie (czterdzieści minut) zdecydowałam się wysłać następujący tekst:

'Hej! Bardzo mnie zaskoczył, a zarazem ucieszył twój liścik. Podobnie jak ty, nie jestem w stanie wymazać sobie tego dziwnego spotkania z pamięci. Wiem, że to okaże się dziwne, ale czuję, jakbyśmy się znali od niepamiętnych czasów. Odpisz, Martyna.'

No cóż, zdecydowałam się napisać prawdę bez owijania w bawełnę. Bo co by to dało? Zresztą i tak nie umiem kłamać. Zaczęłam się zastanawiać, co pomyśli Marek kiedy odczyta mojego sms-a. Pomyśli, że ześwirowałam, czy może będzie ciągnął dalej rozmowę? Bardzo się będzie ze mnie nabijał, czy może też ucieszy się na widok wiadomości ode mnie? Dalej nie było mi dane rozmyślać, ponieważ telefon koło mnie zaczął wibrować. Czyżby to Marek? Nie, to na pewno nie on. Zdążyłby w ciągu dwóch minut odpisać? Zerknęłam na wyświetlacz. A jednak! To Marek!

'Czuję zupełnie to samo co ty! Może... zechciałabyś spotkać się ze mną w piątek o 15.00 w kawiarni >>Merkury<<? Marek'

On...on chciał się ze mną spotkać! Parę razy przeczytałam te dwa zdania, żeby mieć pewność, że nie śnię. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak się wtedy czułam. Cała tryskałam szczęściem. Tylko, czy aby na pewno powinnam pójść na to spotkanie? Zadzwoniłam do Maryśki. Ona na pewno coś mi doradzi.
-Cześć, co tam?
-Widzisz... Napisałam do Marka i on mi odpisał.
-Co?- nagle Marysia poweselała.
-Chce się ze mną... spotkać w 'Merkurym' w piątek... i nie wiem czy pójść.
-Kobieto! Nad czym ty się jeszcze zastanawiasz?! Przecież o tym marzysz. Odpisałaś mu?
-Nie, bo nie wiem, czy się powinnam zgodzić.
-Odpowiedz mi na jedno pytanie. Chcesz go znowu zobaczyć? Czy może o nim zapomnieć.
Nawet, gdybym chciała wymazać sobie Marka z pamięci, nie udałoby mi się to, pomyślałam.
-Dobra, pójdę z nim.
-Wiedziałam, że podejmiesz właściwą decyzję, siostrunio- odpowiedziała Marysia ze śmiechem.
-Okej, odpiszę mu zaraz. Pa- pożegnałam się i rozłączyłam.
Tak więc pochwyciłam telefon i napisałam:

'Okej, stawię się na miejscu o 15 '

A po chwili otrzymałam wiadomość zwrotną:

'Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę. Mx'

Mx? Czyżby to znaczyło 'Marek całuje'? Chyba tak. Zadowoliła mnie ta wiadomość. A więc właśnie umówiłam się na randkę. Lecz, nagle sparaliżował mnie strach.
CO JA NA SIEBIE ZAŁOŻĘ?!
________________________________
Co myślicie o tej części?
Co waszym zdaniem wydarzy się na randce?
Mogę Wam obiecać, że w następnej części sporo się będzie działo.
Pozdrawiam, Gutta

A teraz coś do posłuchania:
  • awatar laPadrone: @an!mek: ja również sie zgadzam, proszę zmień troszkę wyglad:) bo naprawde szkoda psuć sobie wzroku a lektura niezwykle wciągająca:)
  • awatar an!mek: a więc tak ... rozdział wciągający ^^ uwag nie mam :D piszesz bardzo fajnie :D muzyka zajebista bo to w końcu jeden z moich ulubionych zespołów choć do piosenki 'lullaby' jestem trochę zgorszona xp ale to inna historia :p mam jedną małą uwag co do wyglądu bloga gdyż zbytnio wielkie litery psują pochłanianie lektury :( tak moim zdaniem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chociaż minęły już trzy tygodnie od tajemniczego spotkania, ciągle nie mogłam go sobie wymazać z pamięci. Bardzo mnie to denerwowało. Znajomi ciągle narzekali, że chodzę jakaś nieobecna duchem, nic więc dziwnego, że przestali mnie aż tak często odwiedzać. No... oczywiście oprócz Maryśki, której zwierzyłam się ze wszystkiego.
-I zupełnie nie wiem, co mnie tak opętało. Widziałam tego chłopaka pierwszy raz w życiu, a mam wrażenie, że kiedyś już go widziałam- podsumowałam swoje relacje.
-Hm... Może... Oczywiście, się na mnie nie obraź, ale może się... zakochałaś?
-Przestań! Wiesz doskonale, że nie wierzę w coś takiego jak 'miłość od pierwszego wejrzenia'.
-Spróbujmy, w takim razie znaleźć inne, logiczne rozwiązanie- odpowiedziała po chwili.
I za to właśnie ją tak bardzo lubiłam- choćby nie wiadomo co się stało, zawsze była przy mnie. Mogłam się jej wypłakać na ramieniu w chwilach słabości, ale także pośmiać się z nią, czy nawet poplotkować na temat różnych rzeczy. Znałam ją już przeszło pięć lat- od podstawówki. Uważałam ją za siostrę. Doskonale pamiętam ten dzień, w którym się poznałyśmy.
Mama pracowała w dużej firmie, więc, jak mówiła, musiała być w wielu miejscach naraz. Z tego też powodu regularnie zmieniała miejsce zamieszkania. Na początek mieszkałyśmy w małym domku na Mazurach, a później tych przeprowadzek było tak wiele, że właściwie nie pamiętam dokładnie każdego miejsca, w którym dane mi było przebywać. Renata (moja mama) potrafiła w ciągu jednego miesiąca zmienić miejsce zamieszkania.
Tak więc właśnie, bardzo często zmieniałam szkołę. Mama zauważyła pewnego dnia, jak mi z tym ciężko i postanowiła, że przeprowadzę się do taty- Roberta, z którym to rozwiodła się, gdy miałam trzy latka. Więc przeprowadziłam się do małej miejscowości, która zwała się Pabianice...
Poszłam do szkoły, mając rozpocząć tam drugi semestr nauki w czwartej klasie. Na początek dyrektorka przedstawiła mnie mojej grupie. Niektóre spojrzenia uczniów były zaciekawione, inne znudzone, a jeszcze inne, nie wiadomo czemu, wrogo nastawione. Na przerwie parę osób podeszło do mnie się przywitać, przedstawić się. Wśród nich była Marysia. Tak właściwie, to tylko ona poświęciła mi czas, aby oprowadzić po szkole, poopowiadać anegdoty, pokazać nauczycieli. Nic więc dziwnego, że zaczęłyśmy się przyjaźnić. I tak minęło pięć lat, a my ciągle się trzymałyśmy razem. No, ale powróćmy do teraźniejszości

-A więc, pomyślmy... Poszłam do pralni, poznałam chłopaka, którego pierwsze widzę na oczy i nie wiadomo czemu, nie mogę o nim zapomnieć. Super, zachowuję się jak wariatka.
-Nie mów tak!- pocieszyła mnie- Skoro tak bardzo intensywnie o nim myślisz, to powinnaś się z nim spotkać ponownie.
-Marysia, zastanów się chwilę. Jak mam się z nim spotkać skoro nie wiem gdzie mieszka, albo nawet jak się nazywa.
-Cóż, myślę, że powinnaś pochodzić w pobliżu pralni.
-Ale...- przerwał mi trzask drzwi na dole.
-Martyna, kupiłaś może dzisiejszą gazetę?- usłyszałam z dołu.
No tak, tata zawsze lubi być na bieżąco z wiadomościami.
-Tak! Poczekaj, już jej szukam!
Podbiegłam do torebki leżącej na stoliku i zaczęłam w niej grzebać. Znalazłam gazetę i wyjęłam ją. Lecz oprócz niej na stół wypadła także jakaś poskładana na czworo karteczka. Spojrzałam zaskoczona na Maryśkę. Skąd ona się tu wzięła? Nie przypominałam sobie, żeby coś takiego wkładała do torby.
-Może... otwórz. To się przekonasz co to- podsunęła moja przyjaciółka.
Wyprostowałam karteczkę po czym przeczytałam ją na głos. Serce mi zamarło. Musiałam jeszcze raz przeczytać, aby się przekonać, że nie śnię. Nie! To niemożliwe!
-Gdzie ta moja gazeta?!- rozległ się rozgoryczony głos.
-Ju-już idę!
Rzuciłam kartkę na łóżko i zostawiwszy Marysię samą zbiegłam na dół.
Na kołdrę opadła lekko, niczym piórko, karteczka...

'Pamiętasz mnie może? Widzieliśmy się w pralni. Nie mogę o tym spotkaniu zapomnieć. Proszę Cię, zadzwoń. Marek. 668294616'
_________________________
Co o tym myślicie? Czy Martyna postanowi zadzwonić do Marka. Czy spotkają się? Czytajcie, a wkrótce się dowiecie. Zapraszam do komentowania
A teraz piosenka 'Lullaby', o której była mowa w poprzednim wpisie

Zapraszam do wysłuchania
  • awatar Kasia R.: OMG, przecież to jest jak retrospekcja z Twojego życia, moja kochana, tym bardziej, że to PRAWDA! I to na końcu to przecież PRAWIE Twój numer ;) tylko jedna liczba się nie zgadza.. Nie zdradzę która, bo jeszcze ktoś do Cb będzie wydzwaniał..Cóż jaki to dziwny zbieg okoliczności: wytłumacz mi tylko, o którą Marysię z serio świata chodzi, i czemu mnie tam nie ma?? Ja też chcę Ci pomóc Teresko z Kalkuty ;) (Weź coś o mnie wspomnij :d )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czemu miłość musi się zaczynać w taki banalny sposób? Spotkanie w parku, na koncercie, w autobusie? To takie sztuczne. Więc czemu to samo przytrafiło się i mnie?

Mam szesnaście lat, nazywam się Martyna i akurat kończę gimnazjum. Jak na swój wiek, nie należę do osób szczególnie wysokich. Bo cóż to jest 165cm wzrostu? Tak ogólnie to zupełnie ładna nie jestem. Ot, zwykłe brązowe włosy spięte w wysoką kitkę i duże okulary, spod których widać jasnoniebieskie oczy. Nic dziwnego, że chłopaka nie mam i nigdy nie miałam. No, ale cóż. Lepiej poczekać na odpowiedniego kandydata niż wybrać pierwszego-lepszego, z którym się rozstanę po tygodniu.

Tak, to zdecydowanie był ciężki dzień. Na samym początku szkoła (dwie klasówki), później szybko do pracy na piętnastą (jakoś zarobić na wakacje trzeba), a w trzy godziny później szybciutko do domu ugotować obiad dla ojca. Nic więc dziwnego, że przypaliłam mięso.
-No nie! Za jakie grzechy?!- wykrzyknęłam, gdy poczułam swąd spalenizny. Szybko podbiegłam do kuchni, zdjęłam patelkę z ognia i wyłączyłam gaz.
-Trudno. Ojciec sobie zje obiad na mieście. Mam swoje własne sprawy na głowie- zupełnie nie wiem, dlaczego mówiłam do siebie- Jeszcze muszę jechać do pralni odebrać garnitur taty- westchnęłam.
Lecz rozpogodziłam się, gdy tylko pomyślałam o czekających mnie wakacjach. Świetna sprawa.
Razem z przyjaciółką miałyśmy wyjechać na trzy tygodnie do Łeby. Cóż, nie należę może do dziewczyn, które kochają się opalać, ale uśmiechało mi się odpoczywanie od życia codziennego.

Tak więc, przerywając swoje rozmyślania na temat zbliżającego się wyjazdu, poszłam do pralni odebrać ten nieszczęsny garnitur (że też ojciec musiał go ubrudzić!) Lecz najpierw przejrzałam się w lustrze. Poprawiłam trochę włosy i zaczęłam się ubierać. Postanowiłam założyć połówki, które dostałam od Maryśki, mojej przyjaciółki. Podarowała mi je przed tygodniem, więc jeszcze nie zdążyły ujrzeć światła dziennego. Najwyższy czas to zmienić, pomyślałam. Szybko je założyłam, jeszcze raz zerknęłam w lustro i wyszłam. Wychodząc z klatki schodowej nałożyłam słuchawki na uszy i puściłam piosenkę mojego ulubionego zespołu. 'So just give in more try to a lullaby and turn this up on the radio'- nuciłam sobie pod nosem. Cóż dodać, cóż ująć. Nickelback to według mnie zdecydowanie najlepszy zespół na świecie. Już nie mówiąc o tym jak bardzo podobał mi się wokalista- Chad Kroeger. Ah...
No, ale w końcu musiałam powrócić do rzeczywistości, ponieważ stałam przed wejściem do pralni. Zupełnie nie pamiętałam jak tu doszłam. Zatraciłam się w nutach piosenki 'Lullaby'.
Pospiesznie weszłam. Pomieszczenie nie było zbyt wielkie. Zsunęłam słuchawki z uszu. Podeszłam do lady, za którą stała ekspedientka. Włosy miała spięte w wysoki, niezbyt wykwintny kok. Wyraz jej twarzy świadczył o tym, że także nie mogła już się doczekać wakacji.
Podałam jej swoje nazwisko i kartę klienta. Chwilę popatrzyła po czym przeszła do innego pomieszczenia. Nagle usłyszałam za sobą trzask drzwi. Odwróciłam się. W wejściu stał wysoki chłopak z blond czupryną. Nie wiem, co się ze mną wtedy stało, ale od razu go polubiłam. Nie znałam go, ale wydawało mi się, że kiedyś już go widziałam.
Podniósł głowę, a ja mogłam zobaczyć, że jego oczy mają kolor błękitny. Zupełnie tak jak moje! Chłopak ten uśmiechnął się do mnie. Od razu się zarumieniłam. Zawstydzona spuściłam głowę. Po pewnym czasie ją podniosłam. Ciągle się na mnie patrzył, lecz widząc, że mnie to krępuje stanął za mną w kolejce. Co pewien czas zerkałam w jego stronę, a on zupełnie jakby to widział, uśmiechał się pod nosem.
Po paru minutach stanęła przede mną ekspedientka. Trzymała wieszak. Był to garnitur taty. Odebrałam go jej z rąk. Mówiąc 'dziękuję' i 'do widzenia', wyszłam. Lecz przekraczając próg sklepu obejrzałam się raz jeszcze w stronę tajemniczego chłopca, myśląc sobie, że nigdy w życiu już go nie spotkam.
Jednak nie wiedziałam wtedy, jak bardzo się myliłam.
____________________________

I oto pierwsza część 1 rozdziału. Jak Wam się podobała? A może jakieś uwagi? Zapraszam do komentowania, a ja już zabieram się za pisanie dalszego ciągu.
  • awatar Gość: ciekawe, ciekawe. ;> ja również piszę, choxciaż nie tak długie opowiadanie, tylko pojedyńcze i krótsze, xapraszam. ;>
  • awatar an!mek: przyjemna lektura :D obserwuję i będę odwiedzać :)
  • awatar an!mek: hej pisze opowiadania :) zachęcam do ich przeczytania :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
'My ludzie umieramy na samą myśl o miłościach, które przepadły na zawsze, o chwilach które mogłyby być piękne a nie były, o skarbach, które mogłyby być odkryte, ale pozostały na zawsze niewidoczne pod piaskami. Obawiamy się sięgać po swoje największe marzenia, ponieważ wydaje nam się, że nie jesteśmy ich godni, lub że nigdy nam się to nie uda.'

- Paulo Coelho

Dlaczego ludzie myślą, że marzeń nie da się spełnić? Tego zupełnie nie wiem. Wiem tylko jedno: marzenia nadają życiu sens. Nawet jeśli mają się one nigdy nie spełnić, to warto je zachować w sercu.
Więc dlaczego tak właściwie wyśmiewamy ludzi, którzy mają 'wybujałe' naszym zdaniem marzenia? To, że ktoś chce polecieć na księżyc, zostać kimś sławnym, czy chociażby wynaleźć coś co polepszyłoby świat nie upoważnia nas przecież do tego, aby wyśmiewać się z tego kogoś. Bo przecież to, że człowiek choćby posiada jedno, malutkie marzenie oznacza, że ta osoba ma wspaniałą wyobraźnię...
  • awatar Gość: ładnie napisany prolog, idę czytać I rozdział. ;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›